sobota, 8 października 2011

Wysypisko Piw Komiksowych

  
Witajcie wędrowcy!
Robię to z ociaganiem, ale pora wrzucić komiksiki z ostatnich dwóch Piw Komiksowych. Czemu z ociaganiem? Bo ostatnimi czasy zanotowaliśmy wyraźny spadek formy, a przynajmniej na tych Piwach, na których ja byłem. Komiksy cierpią na bezsensowność i okropny nawyk kończenia się na siłę. Zastanawialiśmy się z Imaną, co zrobić, żeby temu zapobiec i doszliśmy do wniosku, że powinna dojść nowa zasada - 2 strony na komiks. Gdybyśmy zaczynali komiks piwny z myślą, że kończymy na drugiej stronie, to rysowalibyśmy z poczuciem perspektywy zakończenia, zamiast niekończącej się opowieści.

Wybrałem te co lepsze komiksiki, mam nadzieję, że się nie obrazicie, jeśli paru nie wrzucę (i tak się obrazicie). Poniższy kalejdoskop zdjęć, rysunków i komiksów to zbitka z kilku Piw Komiksowych + sketch/art dump.

Dobre Debile

Serv dumnie prezentuje koszulkę Katowice Boya zaprojektowaną przeze mnie.


Reprezentanci Słupskiej Baszty - Teenn i Kumiko.


o/ OOOooooOOOooo!


 Kiedyś przyśniło mi się, że w antykwariacie z książkami na wielkiej łodzi znalazłem podręcznik RPG do systemu Kubusia Puchatka. Armia hefalumpów naciera na Stumilowy Las, paląc i rabując. Mieszkańcy kniei tworzą ruch oporu pod przywództwem Kubusia Puchatka i reszty jego przyjaciół, a sam Stumilowy Las odkrywa mroczne sekrety, które dotąd skrywał, a do życia budzą się tajemnicze bestie, które wychodzą z najgęstszych połaci lasu.
Gracze tworząc postać wybierają sobie dowolnego, zwierzęcego pluszaka i klasę postaci, jak Strażnik Dębów, czy Hefobójca. Podsumowując - czarodzieje i wojownicy przewalający plusz w zakazanych lochach, które kryje Stumilowy Las. Tak bardzo chędogie.

Brzozo naszkicował kontur ludzika, a ja go dokończyłem.

Bogowie, próbowałem narysować Olutę z pamięci. Jak widać, co próba, to inny efekt. To jakiś koszmar.

Zlecenie od mamy. Chciała mieć portrety swoich trzech pociech.


I na deser wredna Imana.


  Dobranoc!

P.S. - Na Stripfieldzie pojawił się nowy pasek, a w niedalkiej przyszłości możecie liczyć na więcej!


poniedziałek, 3 października 2011

Relacja z MFKiG 2011



Denerwują mnie ludzie, którzy stoją na czerwonym świetle, kiedy ulica jest tak pusta, że gdybyś krzyknął "czego stoisz debilu?!", usłyszałbyś echo.

Ale to opowieść na kiedy indziej.

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi był chyba najlepszym wydarzeniem komiksowym, na jakim miałem przyjemność być tego roku. Wystarczyło rzucić kamieniem w którąkolwiek stronę, a trafiło się przyjaciela. Chora liczba przepięknie wydanych komiksów, które krzyczały "kup mnie!" ze swych stoisk, jak w jakimś psychodelicznym filmie, do tego po przecenie, jakby były stojącymi na rogu dziwkami, które cenią się za nisko, bo są nowe w tym biznesie. Pogoda tak piękna, jakby organizatorzy festiwalu kupili ją od samego Diabła za swe upaćkane tonerem i niebieskim długopisem dusze. To było jak wesołe miasteczko - tyle rzeczy do zrobienia, że porzygasz się z niezdecydowania jeszcze zanim wejdziesz na kolejkę górską, a po chwili już opuszczasz je kolorową bramą, za pamiątkę mając jedynie chudą torbę komiksów, które przeczytasz, by potem zbierały kurz na półce. Jestem autentycznie naćpany pozytywną energią i przyjaźnią. Wciąż jeszcze jestem w narkotykowym transie, oglądając się przez ramię i widząc zarys kolejki górskiej i słysząc niewyraźne echo śmiejących się dzieci, przerywane spontanicznymi, ale pełnymi entuzjazmu odgłosami rzygania. Cała ta relacja została napisana i narysowana z wielkimi źrenicami, nerwowym drapaniem po ramieniu i pociąganiem nosa. Smark.


Wracając jeszcze do warsztatów Ramona Pereza. Czemu wszyscy komiksiarze wykazują się taką rażącą niekompetencją, kiedy przychodzi do festiwalowych warsztatów? Nie, nie chodzę na wszystkie warsztaty (np. nigdy nie byłem na corocznych warsztatach Rosińskiego), ale te, na których byłem, prawie zawsze zaczynały się od katastrofalnego zdania. Zdania, którego nie chcesz usłyszeć, gdy przychodzisz na warsztaty - "Cześć. Nie przygotowałem się. To co checie robić?". JEZUSA MAĆ! Wiem, że w godzinę - dwie trudno cokolwiek zrobić. Ale chociaż róbcie dobrą minę do złej gry. Udawajcie profesjonalistów, którymi jesteście i pokażcie, że wiecie, co robicie. To tak, jakby przyjść na koncert ulubionego zespołu i usłyszeć "no siema ludzie, to co checie, żebyśmy zagrali?". To rozgrywa się zawsze tak samo - prowadzący komiksiarz przychodzi nieprzygotowany. Opowiada o swojej twórczości. Pokazuje jakieś swoje prace. Po czym coś tam rysujemy od biedy.
Chyba trzy lata temu. BFK. Warsztaty ze Śledziem. Ta sama sytuacja. Nie wiedział, co z nami zrobić. Człowiek wybrnął dzięki swojemu nieodpartemu urokowi osobistemu.
KRL. Skarb Polskiego komiksu. Dwa lata temu, też BFK. Nie rysowaliśmy nic, pokazywał nam na projektorze tylko i wyłącznie swoje prace (mam słabą pamięć i mogło to być zwykłe spotkanie, a nie warsztaty, jeśli tak, to zwracam honor i całuję stopy).
Tegoroczne MFK. Ramon Perez nie ma pojęcia, co ma z nami począć. Pyta się nas, co chcemy zrobić, jak sprzedawca odkurzaczy, który pyta klienta o to, jakie końcówki oferuje, bo zapomniał katalogu. Pokazuje swoje plansze, opowiada o swojej twórczości. Po czym rysujemy po prostu 6ścio kadrówkę (co było fatalnym wyborem jak na 40 minut czasu, który nam został. Byłem zwolennikiem rozmowy o designie postaci), po czym popełnia kolejny błąd - rysuje swoją własną 6ścio kadrówkę. Szewc boso chodzi, a prowadzący warsztaty powinien ciągle chodzić po sali, rzucać okiem, słowem i poklepywaniem po plecach.

Triumwirat Gdańsko - Łódzko - Warszawki. Od lewej Monika, Magda, Luna, Igor, Imana, Ret, Ceitrzew i ramię Mirzki.

Wszystkich wyżej wymienionych szanuję jako twórców. Znam ich osobiście lepiej lub gorzej (raczej to drugie). To solidni wyrobnicy i świetni artyści, a do tego astronomicznie sympatyczni ludzie. Ale tylko potwierdzają zasadę, że jeśli robisz coś dobrze, to niekoniecznie znaczy, że umiesz także nauczyć tego innych.

Na koniec wywodu dodam jeszcze, że najlepsze warsztaty, na jakich kiedykolwiek byłem, były z pisania mainstreamowych scenariuszy i były prowadzone przez Edvina Volińskiego, scenarzystę serii "Biocosmosis". Były rzeczowe i dowiedziałem się z nich naprawdę wiele o poprawnej konstrukcji scenariusza głównego nurtu, czy to komiksowego, czy filmowego.


Tak, zapłaciłem za komiks, który mnie obraża. Zdjęcie by Oloss.

Na festiwalu pełną parą ruszyła nowa inicjatywa wydawnicza Brzoza i Skarży pod Cwelową Banderą. Na ich stoisku można było zakupić pierwszy numer nowej serii "Keft", do którego dodawany był za darmo drugi numer "Hałabały" oraz kilka innych komiksów i zinów. Jeszcze nie czytałem, ale wyglądają och tak dobrze. Więc wpadnijcie na ich stronę i wesprzyjcie za te kilka przysłowiowych złotych polski komiksowy underground! Tylko nie mówcie, że przysłała was Kongregacja.

Parapetówka u Reta, dr. Agona i Spierka. Oluta i Achaja polują na dzikiego Żubra.
Wygrzewam sobie miejsce.
Spotkanie z autorami Człowieka Bez Szyi. Od lewej - Brzozo, ja, Piotrek, Igor, Mazok, dumny ojciec Rafał i prowadzący spotkanie Jam Łasica.
Kryć się, Imana trzyma niewidzialną wyrzutnię rakiet i celuje w autorów CBSa!
Pierwsza tura wyboru miss MFKiG na afterparty. Od lewej Imana (bohater!), ktoś, Igor i Dem.
Dem z dumą stoi obok swej miss.
Oluta drałuje Józefinę.
Biłem się na misski z Ojcem Rene! Obaj przegraliśmy.
Runda mistrzów, a w niej Eduardo Risso.
I Simon Bisley, który wg. Brzoza jest rock'n'rollowcem w wersji komiksowej. Był uroczy w swym chamstwie, dopóki nie zaczął bazgrać bo pracach konkurentów. Wtedy urok zniknął i ostało się samo chamstwo.
Demon parkietu Quaz ze schizmą.
Plotki i knucie nad piwem. Od lewej Brzozo, Cyryl, Skarża i Kikas.
Piotrek wygrał konkurs na rysunek miss MFKiG i odjedzie do domu nowiutkim BMW (batteries not included).
Ret, jak dla mnie drugi po Imanie, bohater festiwalu, wraz ze swa nową partnerką, Okrutną kulą.
Koniec przedstawienia, kurtyna w dół! Byczes.

 Dziękuję WSZYSTKIM, z którymi bawiłem się wybornie na tegorocznej eMeFCe, szczególnie Warszawie i Łodzi, oraz tym, którym udało mi się tylko uścisnąć dłoń i wymienić kilka przyjaznych słów. Bez was stoiska z komiksami stałyby puste, dancefloor by nie płonął, a beton znany byłby tylko jako termin budowlany. Dzięki i do zobaczenia znowu na Komiksowej Warszawie!

Wszystkie zdjęcia z mojego gównianego aparatu możecie znaleźć ->tutaj<-.

Ale goręcej polecam eMeFKowe zdjęcia Olossa, które są fotograficzną ucztą. ->tam<-

A Quaz zrobił bardzo zgrabną videorelację z festiwalu, do wglądu ->tam dalej<-.