piątek, 19 lutego 2016

Tutorial kolorowania

Podobno mam oko do kolorów. Więc pomyślałem - hej! Może pokażę mój proces kolorowania i przy okazji kilka towarzyszących mu przemyśleń. Bo czemu nie.


1. Wstęp


Kolory to bardzo duża część mojego stylu. Moje linearty same w sobie są bardzo nieczytelne i bełkotliwe, głównie ze względu na to, że rysując operuję przede wszystkim liniami i konturem, zamiast myśleć plamami i operować dużymi kontrastami czerni i bieli. Ale nic nie szkodzi. Kolory wszystko ładnie podzielą na plany, najważniejszym aktorom wręczą kwiaty, a statystów wepchną do kulis. Nad doborem barw myślę już na etapie szkicowania.

Zacznijmy od absolutnych podstaw. Czyli od pizzy.


Generalnie rzadko kiedy myślę o kole barw. W większości koloruję na czuja. Ale gdy się zatnę, kolorując jeden kadr od pół godziny, wciąż nie będąc zadowolonym, to wracam myślami do najlepszych kumpeli. Są dobrą podpowiedzią, co robić, kiedy jesteś w kropce.

Każdy ma swoje ulubione palety kolorów. Ja osobiście prawie wyłącznie operuję w ciepłych barwach - brązy to mój najlepszy przyjaciel. Do tego ciepły żółty i niezbyt krzykliwy czerwony. Pycha. Generalnie moja paleta jest bardzo stonowana i niewiele w niej dużych kontrastów.

P.S. - Koloruję w Photoshopie.

Aha. No i zanim zaczniemy kolorować, oczywiście trzeba wyczyścić skan i wydzielić lineart na osobną warstwę. Jeśli nie wiecie jak to zrobić, tu jest dobry tutorial - http://sambees.deviantart.com/art/Easy-Lineart-Colour-Tutorial-57616954


2. Baza 



Oto lineart. Jak mówiłem, niezła kiełbasa.

Pierwsze co robię, to nakładam największe plamy kolorów. Najpierw się zastanawiam - jakie emocje ma przekazać rysunek? I na bazie tych przemyśleń intuicyjnie dobieram paletę.


Każda kraina w Czterościanie ma swój własny color code. Akcja powyższego artworka rozgrywa się w Ośmiogrodzie, który jest krajem bardzo ogrodowym. Stąd dominują tu ciepłe, ziemiste brązy i dużo zieleni. Całość ma wywołać sielankowe skojarzenia - rodzinne ciepło, przytulność, gościnność. Ciepła herbata na ganku, fotel bujany i wiosenna bryza. Oto Ośmiogród.


3. Ludziki


Pora położyć bazowe kolory na aktorów. Zacznijmy od naszej gwiazdy - rycerza, który jest w centrum kompozycji.


Zacząłem od dwóch kolorów głównych - niebieskiego i brązu. Niebieski, żeby postać wyskoczyła do przodu (niebieski dobrze kontrastuje z brązowym tłem) i brązowy, żeby jednak wciąż harmonizowała z całym obrazkiem i była częścią tego świata. No i poza tym - hej. Kocham brązowy.

Przy kolorowaniu postaci ważne są dla mnie pary kolorów. Tzn. różne elementy stroju w tym samym kolorze. Dobrym tego przykładem jest konewkowy hełm i pończochy. Dzięki temu samemu kolorowi na górze i na dole postaci, całość ładnie się spina.

Zwróćcie uwagę, że to nie buty są w tym samym kolorze, co hełm. Skrajne pary (czyli najwyższy i najniższy element postaci) zawsze źle mi wyglądają.


Jednak jednym z najbardziej rzucających się w oczy elementów jest czerwony naramiennik, który nie ma pary. Z jednej strony sprawia to niepotrzebnie, że naramiennik w skali postaci staje się dziwnie ważnym elementem.

No i skojarzył mi się taki wielki, czerwony gar, w którym moja mama zawsze robiła gołąbki.

Ale wg mnie dobry projekt postaci zgrabnie łączy symetrię i niesymetrię, zarówno pod względem stroju, jak i doboru kolorów. Niesymetria wertykalna przychodzi bardzo prosto, chociażby z oczywistego powodu różnicy głowy od stóp. Za to osiągnięcie niesymetrii horyzontalnej wymaga już aktywnego wysiłku. 

No i niebieski ładnie tu gra z tym czerwonym. Dzięki temu kontrastowi postać wyskakuje z tła jeszcze bardziej.

Kolejna zasada, jaką się kierowałem przy kolorowaniu rycerza - elementy na wierzchu postaci (tabard, elementy zbroi, sznur) są jasne, a elementy jego podwarstwy (spodnie, rękawy, buty) są ciemne. Dzięki temu wierzchnia warstwa wyskakuje, no...na wierzch. Jedynym wyjątkiem od tego jest ciemny hełm - dlatego, że miałem takie widzimisię. Miał być jasny, ale przy kolorowaniu pomyślałem o Zawiszy Czarnym i rycerzach w czarnych zbrojach...więc chciałem lekko skręcić w tę stronę.

Co do kolorów godła - gruszki i trzech śliwek - nie liczę ich do tej kolorystycznej rozpiski. Godło to jakby rysunek w rysunku i byt zupełnie osobny. Dobrałem jego kolory tak, żeby się zbytnio nie gryzły ze wszystkim, ale też na siłę nie podciągałem ich pod resztę. Pozwoliłem, żeby było swoją własną instytucją.

Kolory robaczka bazowałem na zdjęciu przeuroczych karaluchów znalezionych na internecie.


Kierując się pi-drzwi tymi samymi zasadami, pokolorowałem resztę aktorów. Grubą karczmarkę i parę w tle na razie zignorowałem. To statyści mocno zintegrowani ze scenerią. Ich kolory będą bardziej monochromatyczne.


Bam. Mamy pokolorowane postacie pierwszych planów. Podoba mi się, że nasz rycerz jako jedyny ma na sobie niebieski. To go dodatkowo wyróżnia.


4. Tło


No to teraz jedziemy z bazowymi kolorami tła.


Pierwszy plan. Zorientowałem się, że całość jest jednak zbyt brązowa. Zbyt monochromatyczna i smutna. Więc skopiowałem wszystkie kolory na nową warstwę, którą ustawiłem na tryb overlay na przezroczystość 20% i skleiłem z poprzednią warstwą.


Ha HAAAA...!

Praktycznie nie widać różnicy.

Jak się dokładnie przyjrzycie, to dzięki temu zieleń jest trochę bardziej soczysta, a brązy odrobinkę czerwieńsze. Widać to zwłaszcza po sukience kelnerki i deskach

[*] - W tym miejscu, z powodu własnej głupoty, straciłem plik i pokolorowanie wszystkiego od początku zajęło mi prawie 2 godziny.


Drugi plan!


Trzeci plan!

Przy okazji ogarnąłem całość wzrokiem i przemalowałem kilka drobiazgów, które mi się gryzły z resztą.

Moja zasada kciuka: im dalej coś w tle, tym ma mniejsze kontrasty. Bo wiadomo - im coś ma więcej kontrastu, tym bardziej rzuca się w oczy. Dlatego drugi plan to głównie zielonkawe brązy z drobiażdżkami w innych kolorach (okiennice, dachówki). A trzeci plan to już głównie tylko odcienie zieleni. A niebo i chmurki to już w ogóle.

Popatrzmy. Wszystko wygląda ok? Pożądany nastrój wciąż zieje od ilustracji? Tak? No to jedziemy dalej.


5. Detale


Ok. Jestem już tak mniej-więcej w połowie roboty. Teraz tylko z górki.

Pora podmalować detale - co głównie polega na przyciemnieniu/rozjaśnieniu charakterystycznych dla mojego stylu krawędzi przedmiotów.




Np. widzicie tabard rycerza? Albo kołnierz kelnerki? Mają zaznaczone krawędzie. Dzięki temu wszystko wygląda "mięsiście". Pycha.

No, ale wróćmy do kolorowania. Po podmalowaniu detali całość prezentuje się tak:


Teraz pojawia się problem. Mam duże przestrzenie, na których płaski kolor wygląda dość nudno - budynki, deski na ziemi, piach, niebo. Więc biorę jakiś fikuśny pędzelek i na nowej warstwie robię delikatną podmalówkę, żeby nadać tym przestrzeniom trochę brudu. Byleby nie przesadzić. Rożnica nie ma być zbyt widoczna.



Kiedyś rozwiązywałem ten problem kładąc na wszystko jakąś ziarnistą teksturę (czym się wciąż od czasu do czasu bawię), ale przez to całość wyglądała trochę na jedno kopyto. Poza tym, hej! Lubię płaskie kolory. Po prostu niespecjalnie sprawdzają się w przypadku dużych powierzchni

Całość po podmalówce.


6. Cień


Nic tak nie stwarza poczucia trójwymiarowości rysunku, jak porządny cień. W moim przypadku tworzę nowe warstwy (osobne dla ludzików i różnych planów tła) i ustawiam je na 30-50% przezroczystości. Biorę ciemnoniebieski kolor, który ładnie kontrastuje z moją ciepłą paletą kolorów, i kładę cienie.

Następnie przeciągam od góry wszystkie cienie delikatnym (praktycznie niewidocznym), fioletowym gradientem. Co rozjaśnia nieco cień u góry.


Cienie w tle powinny być lżejsze. Ponownie - im mniejsze kontrasty, tym mniej rzucają się w oczy.

Ilustracja po nałożeniu cieni.

A. Zapomniałem "ubrudzić" budynki na drugim planie, więc zrobiłem to tutaj.


7. Rozjaśnienia


Pora dodać rozjaśnienia, żeby wyciągnąć JESZCZE bardziej to co trzeba do przodu. Tworzę kilka nowych warstw (ponownie, osobne dla ludzików i tła), które ustawiam na tryb "overlay". Zaznaczam rozjaśnienia kolorem, który pasuje. Najczęściej jest to bardzo jasny, zimny brąz. Dodatkowo warstwę z rozjaśnieniami tła ustawiłem na 50% przezroczystości. A desek na podłodze na 40%. Ponownie - nie mają się zbyt rzucać w oczy, tylko trochę "zaokrąglić" co trzeba.


Całość z rozjaśnieniami.


8. Puci-puci


Teraz dodamy trochę życia w te pogodne twarzyczki. Nowa warstwa. Pędzel z miękkimi brzegami i ustawiony na ok. 10% krycia. I zaznaczamy delikatnie czerwonym kolorem nos, okolice oczu, usta, uszy, palce i łokcie. Byle bez przesady.



9. Kolorowanie linearta


I na deser - mój ulubiony etap! Nawet nie wiem czemu sprawia mi tyle satysfakcji. Może dlatego, że to najbardziej bezmózga część całego procesu. Można się odstresować i zrelaksować. Trochę jak kolorowanka, ale na odwrót. Bo kolorujesz kontury.

To samo, co przedtem - pamiętamy, że im coś ma mniejsze kontrasty, tym bardziej chowa się do kulis. Zatem jeśli kontur jest CZARNY, to wiadomo - będzie mocno kontrastować praktycznie ze wszystkim. Dlatego koloruję głównie kontury dalszych planów, a na pierwszym planie tych szczegółów, które nie mają się specjalnie afiszować. Do tego niektóre krawędzie - głównie krawędzie metalowych przedmiotów.





10. Epilog



Mam nadzieję, że taki wgląd w mój proces komukolwiek pomoże. A może i ktoś podpatrzy kilka moich trików i zaadoptuje je do własnego stylu, tak jak ja zrobiłem z wieloma rzeczami, które tutaj pokazałem.

Jeśli macie jakieś pytania - walcie w komentarzach.