poniedziałek, 16 września 2013

Tramwaje GIF party

Pętla tramwajowa w Oliwie

"Tramwaje GIF Party". Hm. Mógłbym tak nazwać zespół. Gdybym nie był muzycznie upośledzony.

W każdym razie - Tramwaje jadą naprzód! Ponad 1/3 stron jest już w kolorze. Ziniol nieustannie nam kibicuje. Zrobił nawet ze mną niewielki wywiad na temat albumu. Jeśli jestecie ciekawi procesu powstawania i genezy Tramwajów, to kliknijcie w powyższe linki.


Kołobrzeska na Przymorzu. Zaraz na prawo stoi centrum handlowe Alfa.


 Odkryłem, że komiks niemy bardzo sprzyja przerabianiu poszczególnych kadrów na krótkie GIFy. Co robię z uporem maniaka.



IMPREZA IMPREZA!







sobota, 31 sierpnia 2013

Wystawa KRESKOTOKU


 Serdecznie wszystkich zapraszam na wystawę moich szkiców!

Wernisaż odbędzie się o 17.00 w sobotę (7 września) w Bibliotece Manhattan - al. Grunwaldzka 82, Gdańsk-Wrzeszcz.

Na wystawie zawiśnie ponad 45 plansz szkiców zebranych z moich trzech szkicowników, które skrzętnie wypełniałem na przestrzeni trzech lat. Jak każdy rysownik, nigdzie nie ruszam się bez szkicownika i dokumentuję wszystko, co wpadnie mi w oczy - od letnich kolonii, na których jestem wychowawcą, po ludzi - zarówno znajomych i przyjaciół, jak i przypadkowych przechodniów, a na szkicach koncepcyjnych postaci z moich komiksów kończąc.


Weźcie znajomych i wpadajcie przybić mi piątkę bosą stopą! NOGOPIĄTKI DLA WSZYSTKICH!


TUTAJ jest Facebookowy profil wystawy. Wpadajcie i się deklarujcie!


A jeśli z takich czy innych przyczyn nie możecie przybyć na wernisaż, ale chętnie obejrzelibyście wystawę, to będzie ona wisieć od 7 do 30 września (a może i troszkę dłużej).


Jeszcze raz zapraszam!




wtorek, 20 sierpnia 2013

III Trójmiejskie Publiczne Czytanie Komiksów


 Znowu nadszedł czas na przyjęcie pozycji "namaluj mnie jak jedną ze swych francuskich dziewczyn" na trawce z komiksem w ręku. Jak co roku, wszyscy entuzjaści komiksów, zarówno twórcy, kolekcjonerzy, jak i ludzie, którzy ostatni raz z tym medium zetknęli się w postaci Kaczora Donalda w podstawówce, zaproszeni są na Trójmiejskie Publiczne Czytanie Komiksów. Nie bójcie się, przy wejściu nie będziemy sprawdzać waszego paszportu Trójmieszczanina - zapraszamy WSZYSTKICH!

Wejdźcie na fejsbookowy profil pospolitego, komiksowego ruszenia i dołączcie!

Spotykamy się o 12.00 w niedzielę (25 VIII) na pętli tramwajowej w Oliwie, w Gdańsku.

A około 12.15 ruszamy tradycyjnie do parku Oliwskiego. Spóźnialscy znajdą nas gdzieś w widocznym miejscu, siedzących na trawce i otoczonych wałami obronnymi zrobionymi z komiksów.

Właściwie, to międzynarodowa akcja publicznego czytania komiksów odbywa się 28 VIII. Ale to szczegóły. Wolimy weekend.

I Trójmiejskie Publiczne Czytanie Komiksów

 Komiksów na miejscu będzie wbród, ale namawiamy do przyniesienia także swoich! Najlepiej oprawionych naklejką z waszym imieniem, coby się nie zgubiły.
Klimat całego spotkania jest zawsze mocno piknikowy, toteż zachęcamy także do przyniesienia kocyków, jedzenia i napitków w termosach.

Nie możecie do nas przyjechać? To nic nie szkodzi (ale będziemy tęsknić). Wyjdźcie sami z komiksem do przestrzeni publicznej. Zaproście przyjaciół. Weźcie komiks do tramwaju, wyjdźcie z psem na spacer i usiądźcie z obrazkową lekturą na ławce. Na bogów, wyjdźcie chociaż na balkon.

Do zobaczenia!

II Trójmiejskie Publiczne Czytanie Komiksów





środa, 7 sierpnia 2013

Zaroślak 2013 - turnus I




Niektórzy w wakacje jeżdżą zbierać truskawki. Albo wkopują sadzonki drzew. Może kelnerzą w jakiejś nadmorskiej restauracji. Ja jestem wychowawcą kolonijnym.

Z jednej strony - praca polegająca na ciągłym przebywaniu na świeżym powietrzu. Jeść dają. Spanie dają. Rysujesz, grasz sobie w RPGi i planszówki, turlasz kostkami i produkujesz taśmowo nowe pokolenie nerdów. I ci jeszcze za to płacą.

Z drugiej strony - nieraz ponad stówa dzieciaków na głowie, praca 24h na dobę - bieganie, machanie rękami, wrzeszczenie, organizowanie, opracowywanie sesji RPG, przygotowywanie zajęć i  wypisywanie dyplomów do drugiej-trzeciej w nocy. A to wszystko za psie pieniądze. Ale za nic bym się nie zamienił.

 Nazywam się wujek Harry. A to jest Zaroślak.

TURNUS I

 Niestety, nie mam żadnych zdjęć z I turnusu. Więc będziecie musieli zadowolić się tylko szkicami.




Jedną z przyjezdnych imprez na I turnusie były warsztaty balonowe. Przyjechał do nas niepozorny pan w skurzanej kurtce i uczył kręcić kwiatki albo miecze z balonów. A potem zrobił przedstawienie, które było tragikomiczne. Zastanawiam się, jak taki człowiek ląduje w tej branży. Wystarczy spojrzeć na mojego tatę (który, dla tych, co nie wiedzą, jest clownem) i widzi się autentyczną pasję i miłość do tego, co robi. Gdy patrzyłem na pana od warsztatów balonowych, zastanawiałem się - o czym myśli, gdy wpatruje się w biały sufit, tuż przed zaśnięciem?

A obok, Karolina, która była najbardziej ksywogenną kolonistką, jaką w życiu spotkałem. Na koniec turnusu była już nazywana "Niska syta nie umiem".




Żaczek (albo Żakuś, albo Żakiecik, albo Żakiet, zależy od pory dnia), czyli kolonistka, która paranoicznie bała się horrorów. O czym dowiedziałem się po tym, jak opowiedziałem jej namiotowi po ciszy nocnej jedną z najstraszniejszych historii, jaką wymyśliłem. Następnego dnia dostałem telefon od jej mamy z burą. Która, jak się okazało, była psychologiem. Rozbiłem bank.




Dominika spełniła swą groźbę i narysowała mnie jako całuśną księżniczkę.




Kadra po całym dniu wrzeszczenia na kolonistów relaksuje się w kanciapie po ciszy nocnej. U góry, od lewej: ciocia Sandra, ciocia Wafel (znana też jako Martyna), ciocia Oluta i ciocia Koń (przez resztę kadry nazywana Krupcią). Niżej, po lewej, ciocia Żurek i znowu Wafel i Oluta.
Żurek, kolonistka od wielu lat, przyjechała po raz pierwszy jako kadra pomocnicza (czyli po prostu praktykantka). Co było dla mnie małym szokiem poznawczym, bo zawsze znałem ją jako kolonistkę, a teraz siedziała z nami po ciszy nocnej, przeklinała razem z nami i miała ten niesamowity błysk w oku, kiedykolwiek trzeba było wyciągnąć jakiś namiot po ciszy nocnej na karę - za to, że byli głośni. Widziałem w jej drapieżnym uśmiechu i rozmarzonym spojrzeniu flashbacki z niejednej nocy, w której sama była wyciagana z namiotu na bieganie po placu za to, że gadały z koleżankami.
Prawie jak flashbacki z Wietnamu.




Żaby budowlańcy i pająk clown, bo - jak co roku - na moich zajęciach z rysunku popularność biła gra w rzut kością dwudziestościenną. Robicie listę 20stu zwierząt i 20stu zawodów, każdy rzuca dwa razy kostką i rysuje to, co mu wyjdzie - zabawa gwarantowana.




W połowie I turnusu przyjechało kilku nowych kolonistów. W tym Żurosia, siostra cioci Żurek (od teraz nazywaną ciocią Siostrą) i Szczepan. Jak on kiedyś wyląduje w kadrze, to nie będę miał szoku poznawczego - będę miał poznawczy zawał. Bo gram z nim w RPGi na Zaroślaku odkąd pamiętam, znam go od wielu lat i widziałem, jak dorasta i się zmienia. Huh.
W ogóle w przyszłym roku prawdopodobnie obrodzi nam w transformację kolonistów w kadrę. Jak dojrzałe owoce spadające z drzew prosto na kanapę w kanciapie.
Albo ewoluujące pokemony.





Grałem z chłopakami w Deadlandsy - czyli Dziki Zachód + magia + steampunk. Trafili do miasteczka, w którym golibroda prowadził eksperymenty na zwłokach. Wyrwały mu się spod kontroli i zamieniły wszystkich mieszkańców w zombie. Jedną z jego kreacji był powyższy stwór - sięgająca trzech i pół metra sterta pozszywanych zwłok z głową kaczki. Wokół miasteczka utrzymywała się gęsta mgła, w której gracze widzieli tylko zarys szybko przemykającej, wielkiej sylwetki. I jedyne, co słyszeli, to dobiegające zza kurtyny mgły kwakanie.
W tym miejscu pragnę dodać, że na Zaroślaku mieliśmy dwie tak zwane kaczkogęsi. Chłopaki do końca obozu nie patrzyli na nie już w ten sam sposób.




Natalia jest przeurocza. Pochodzi z Singapuru, mówi po angielsku i chińsku, ale dość słabo po Polsku. Jak ją spotkacie, poproście, żeby powiedziała "krecik".


Na razie poprzestaniemy na I turnusie, bo nie chcę stworzyć notki-olbrzyma (która w sumie i tak powstanie, bo mam kosmiczną ilość rysunków i zdjęć z II turnusu).

I pamiętajcie:


 Tika, huka, tuka, luka
ho ho ho hoooo~!



sobota, 3 sierpnia 2013

Strach jest po to, by go łamać

 Wróciłem po miesiącu siedzenia w lesie. Jak co roku, bawiłem się w wychowawcę na obozie letnim, który jest moim drugim domem. Ale o tym opowiem szerzej (w formie komiksowej)...wkrótce.

Czas płynie tam inaczej. Czuję się, jakby nie było mnie 3 dni, nie miesiąc.

Teraz mi smutno.

...

Ok.

Zabazgrałem na Zaroślaku sporo kartek. Ale z wrzuceniem tego czekam, aż dostanę zdjęcia. Więc póki co - kilka szkiców, które wyprodukowałem na pożegnalnym grillu zorganizowanym z okazji wyprowadzki Imany do Warszawy. Nic nie jest stałe.



I prezent urodzinowy dla Moniki, która panicznie boi się pająków.

 Tymczasem, po dwóch dniach gumkowania ołówka i całym dniu skanowania, 100 stron Tramwajów wylądowało na moim dysku twardym. Zabieram się za kolorowanie, więc możecie spodziewać się wkrótce kilku próbek. Jestem w trakcie rozmów, ale komiks prawdopodobnie zostanie wydany w przyszłym roku na Komiksowej Warszawie nakładem mojego ulubionego wydawnictwa komiksowego - Kultury Gniewu. YEAH!



Ah! Właśnie!
Gdy mnie nie było, Magda nareszcie wystartowała ze swym webkomiksem - "Jagoda wolałaby nie zostać pożarta tej nocy". Rysowany przez Polę Kowalewską. W sumie duet o, jak na internet, zadziwiającym braku przydomków. To podejrzane. Powinnieście to sprawdzić.
Tak czy tak, komiks dopiero się rozkręca. Rysunki są na porządnym poziomie. Scenariuszowi będziecie musieli dać jeszcze chwilę na rozwinięcie skrzydeł, ale z tego, co mi wiadomo, to jeśli lubicie baśniowe historie w stylu Neila Gaimana, to się nie zawiedziecie.




piątek, 21 czerwca 2013

Wysypisko szkiców


Magda dostała na urodziny od Kikasa pieczątkę "No fun allowed". Zabawy nie było końca.

"Gamera vs Zigra" to jeden z najlepszych reprezentantów "tak złych, że aż dobrych" filmów z gatunku monster movie. Nie jesteście gotowi na logikę tego filmu. Zapewniam. I polecam.
 
Przed kinowe siedzenie na Sopockim Monciaku i rysowanie ludzi. Poszliśmy na nowego Star Treka. Jeśli jesteś fanem serialu - już pewnie go obejrzałeś. Jeśli nie - spokojnie możesz sobie odpuścić.

Maraton filmów z Nickiem Cagem. "Vampire's Kiss" to absolutne 11/10 Kejdżojowości Cage'a. "Lord of War" widziałem po raz 4ty i wciąż go uwielbiam. Oba "Ghost Ridery" były beznadziejne, ale co ciekawe, każdy na swój własny sposób. "National Treasure" był całkiem ok zrzynką z Indiany Jonesa. "Bad Lieutenant" był wporzo, z 3 naprawdę, naprawdę dziwnymi scenami. "the Wicker Man" okropnie nudny, pomijając scenę, w której Cage w stroju niedźwiedzia sadzi bułę na twarz losowej kobiecie. "Con Air" to czysta esencja filmu na Polsacie o 20.00 i sama radość ze świetną obsadą.


Sesja Cthulhu. Nuff' said. Ciała z wydłubanymi oczami, pradawne kulty, plugawe rytuały, wędrujące przez wymiary w takt grzmotów statki, pająki z oczami i zapieczętowane...eee...istoty.


Wstępne koncepty postaci do webkomiksu, z którym planuję startować po skończeniu "Tramwajów".

Koncepty do 3# Buca Kartofla






wtorek, 18 czerwca 2013

poGRAMY!

Widzicie, co sprytnego zrobiłem z tytułem tego posta?

Ha? Ha-HA!

Ha.

Komiksową bohemą nawiedziliśmy GRAMY!, czyli konwent gier planszowych, który odbywa się co pół roku w Trójmieście, na przemian w Gdyni i w Gdańsku. Poprzesuwaliśmy trochę pionków, dobraliśmy kilka kart i wywróciliśmy w gorzkiej furii kilka stołów. Tradycyjnie też krzyczeliśmy "JENGA!" kiedykolwiek w naszej okolicy runęła drewniana wieża.

Hala Widowiskowo Sportowa w Gdyni

Pół roku temu, na poprzednim konwencie, byłem mocno zajarany perspektywą zagrania w parę tytułów. Głównie w premierowych "Tzolk'ina" (którego kupiłem natychmiast po premierze i uważam za grę roku 2012) i "Archipelago", choć do kopii tego drugiego nie udało nam się dopchać. Aż do teraz, ale o tym zaraz.

Tym razem nie miałem na horyzoncie gorących, nowych gier, w które koniecznie chciałem zagrać. Toteż spokojnie mogłem rozgryźć kilka zaległości


ARCHIPELAGO

Zakochałem się w tej grze od pierwszego wejrzenia. Eksplorowanie prześlicznych, kolorowych kafli, które zaludniasz drewnianymi ludzikami. Rozbudowany handel i eksploatacja wysp z ich dóbr naturalnych. Nawet semi-kooperacja w celu zatroszczenia się o poziom zadowolenia rdzennych mieszkańców - inaczej zbuntują się i nadzieją cię na swoje dzidy, w którym to wypadku wszyscy gracze przegrywają.
Ale jak to bywa z miłością od pierwszego wejrzenia, przychodzi moment, w którym wyidealizowana fantazja zostaje zweryfikowana przez rzeczywistość. Zdecydowanie nie miałem głowy do "Archipelago" i od połowy rozgrywki płakałem w duchu, żeby się skończyła. To jedna z tych gier, w której budujesz swój "silnik". Sprzedajesz, powiedzmy, ryby, za co kupujesz surowce na wybudowanie rynku, dzięki czemu możesz sprzedać jeszcze więcej ryb, za co kupisz więcej statków do łowienia ryb, a za więcej sprzedanych ryb kupujesz port, dzięki czemu możesz sprzedać JESZCZE WIĘCEJ RYB. Powiedzmy, że nie czekałem w napięciu, co przyniesie każda kolejna runda gry.
Z drugiej strony, konwenty nie sprzyjają długim rozgrywkom o skomplikowanych zasadach. Z chęcią zagrałbym w nią jeszcze raz w domowym zaciszu. Ale zdecydowanie nie dałbym za nią 240zł.
Na plus trzeba jej zaliczyć kilka bardzo interesujących mechanik, to, że gra zachęca do negocjacji i przekupywania siebie nawzajem i trzy warianty modyfikujące długość rozgrywki. Ale sam core "Archipelago" mnie nie zachwycił.

?/10





Article 27
The UN Security Council Game

TA GRA MA MŁOTEK.
Każdy z graczy wciela się w jedno z najbardziej wpływowych państ zasiadających w ONZ, po kolei zostając jego przewodniczącym. Forsowanie ustaw, przepychanki słowne, sprzeczne polityki, dawanie w łapę, vetowanie, a co najlepsze, udawanie koszmarnego akcentu!
Jest szybka, ma łatwe zasady i możliwość grania aż w szóstkę, co się rzadko zdaża, a jak już się zdaża, to w większości wypadków gracze w udręce czekają na swoją turę. Tutaj wszyscy grają jednocześnie! Krzycząc i rzucając łapówkami przez całą długość stołu.
Chociaż grałem w nią tylko raz, nie spodziewam się, by miała jakiś specjalnie duży replayability. Raczej nie chciałbym w to tłuc rozgrywka za rozgrywką. Ale raz na jakiś czas? PEWNIE!
Poza tym - TA GRA MA MŁOTEK.

7/10 



TOKAIDO

Do 5 odlicz! Wszyscy są? To idziemy.
Gdzie? Do Edo, stolicy Japonii. Przepięknym szlakiem, zwanym Tokaido. W czasie podróży spotkamy wielu ciekawych ludzi, ujrzymy kilka malowniczych widoków, nakupujemy tonę zbędnych bibelotów i zjemy sporo przepysznych potraw.
A także porządnie się odmóżdżymy. Bowiem nasza wycieczka niezbyt sprzyja myśleniu. Idziemy przed siebie i robimy rzeczy. Ludzie, których spotykamy są kolorowi, a widoki przepyszne, ale sama trasa to długa kreska okraszona ikonografią - co jest dziwne w podróży polegającej na delektowaniu się urokami Japonii.
Prawdopodobnie po mózgożernym maratonie intryg politycznych w Westeros i błaganiu bogów o ziarno w Tzolk'inie, zaparzenie herbaty i skręcenie w stronę Tokaido może być relaksujące. Ja udałem się do Edo raz. Nie będę płakał, jak już nigdy tam nie pójdę. A patrzący na naszą wędrówkę przez lornetkę Kanister stwierdził, że miał dość nawet po samej tylko obserwacji.
Wierzę mu.

4/10



POKOLENIA

Ta gra powinna nazywać się "Wszystko co kochasz umiera".
Każdy z graczy kieruje poczynaniami jednej z rodzin zamieszkujących tytułową wioskę (tytułową przynajmniej w wersji angielskiej). Rozmnażamy się, zbieramy plony, wysyłamy kolejne pokolenia swojej rodziny w świat, na stołki w ratuszu i do zakonu. PO CZYM BEZLITOŚNIE ICH MORDUJEMY. Albowiem po śmierci trafiają do kroniki wioski, w której opisywani są jej najbardziej wpływowi mieszkańcy. Lecz jeśli rozdział poświęcony rzemieślnikom jest już pełny, każdy kolejny uśmiercony rzemieślnik trafia do anonimowego grobu. Naprawdę zabawne były ostatnie rundy, w czasie których na wyścigi zabijaliśmy swoich najbliższych, próbując zapełnić ich jeszcze ciepłymi ciałami kronikę.
"Pokolenia" dostały prestiżową nagrodę na Essen w 2012 w kategorii gier zaawansowanych. I widzę dlaczego. Mechanika upływu czasu i zabijania kolejnych członków swej rodziny jest oryginalna i ciekawa, a zagadnienie, kiedy bardziej opłaca nam się posłać wujka do wczesnego grobu, a kiedy lepiej przytrzymać go w kościelnej ławie do końca gry, żeby nabił nam punkty - wyzywające. Solidna mózgopralnia z przyzwoitym, jak na eurogrę, poziomem negatywnej interakcji między graczami.

7/10




SURVIVE
Escape from Atlantis!

 O BOGOWIE ATLANTYDA TONIE! Szybko, wskakuj do łódOMÓJBOŻE WIELORYB ROZERWAŁ JĄNASTRZĘPY! Do wody! Wskakuj do wody i płyń ile sił w łapach! Tylko uważaj na rekiny i morskie potwoRAGHARGHRAGBJHAKASF...
Atlantyda tonie, a twoim zadaniem jest dopilnować, by jak najwięcej twoich ludków dotarło do jednej z czterech okolicznych wysp. I przy okazji udupienia jak największej ilości ludków przeciwnika. Bardzo proste zasady i tona radosnej interakcji między graczami sprawia, że "Survive" jest dobrym pretendentem do "mojej pierwszej gry planszowej". Z napięciem czekasz na swoją kolejną turę, z przerażeniem w oczach patrząc, jak wieloryby rozpieprzają w drobny mak łodzie pełne twoich ludzi, rzucając ich rekinom na pożarcie.
OCUPADO! Co znaczy - "wypierdalaj!" (z podrowieniami dla Dema)

8/10


OCUPADO!


RACE FOR THE GALAXY
Narodziny Imperiów

Już w czasie pierwszej tury czułem niezdrowe podniecenie. Dobierając, kładąc i odrzucając karty byłem niesamowicie zajarany. Absolutnie nie mam pojęcia dlaczego. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem tak skonfundowany, jak przy przeglądaniu całkowicie pokręconej ikonografii kart mojej otwierającej ręki. Ilustracje są co najwyżej przeciętne. A interakcja między graczami jest znikoma - to praktycznie pasjans multiplayer. A ja gram w gry planszowe głównie dlatego, żeby być kutasem i rozpychać się łokciami z innymi!
Co więc sprawiło, że tak bardzo zakochałem się w "Race for the galaxy"? Bogowie mi za świadków, że nie wiem. Ale miałem niesamowitą radochę przeczesując bezbrzeżny kosmos w poszukiwaniu kart, rozwijając moją militarną potęgę i podbijając kolejne planety. I dopiero co liznąłem tę grę! Wygrałem budując potężne, despotyczne imperium, pożerające brutalnie każdą kolejną planetę, która śmiała stanąć na mojej drodze. A można postawić na produkcję i handel! Badać obce cywilizacje i przeprowadzać eksperymenty genetyczne! Rozwijać się technologicznie! Tyle opcji!
"Race'a" pozostawię jednak bez oceny, bo czuję, jakbym po jednej, szybkiej rozgrywce dopiero wszedł do dealera i karnął się samochodem na jeździe próbnej. Ale, póki co, to moja ulubiona gra tej edycji GRAMY!

?/10


Uwielbiam wszystkie zdjęcia promujące jakiekolwiek gry w klimatach S-F. KARTY NA TLE KOSMOSU! WOOO!




Honorable mentions:
- "Sabotażysta", który jest rewelacyjną grą (komiksiarze w niego łupią na zdjęciu powyżej)
- "Room 25" w którego nie grałem, ale Kanistrowi bardzo się podobał. Jak twierdzi, to "Film "Cube", tyle, że z podziałem na dwie drużyny i nikt nie wie, do której należą wszyscy inni". Czyli mechanika traitora z eksploracją ruchomej planszy.
- "Tzcutlaczycośtam, nie wiem" - To jedna z tych abstrakcyjnych gier, w której przesuwa się kafelki po planszy. Na jej obronę trzeba powiedzieć, że nie jestem dużym entuzjastą gier logicznych, poza nielicznymi wyjątkami. Ale wydawało mi się, że chciała być prosta i przejrzysta, wiecie, "easy to learn, hard to master", ale sprawiała wrażenie pokracznie zaprojektowanej i była nastroszona niepotrzebnymi opcjami. Nie pamiętam, jak się nazywała i szczerze mówiąc? Nie chce mi się sprawdzać.
- "Taluva", która jest prześliczna i bardzo chciałem w nią zagrać. Ale nam się nie udało.
- "Troyes". Kiedyś w ciebie w końcu zagram. Kiedyś. Na pewno.
- "Kemet", "Time'n'Space", "Galaxy Trucker", "Ugg-Tect" i "Posiadłość Szaleństwa", w które chciałem zagrać, ale ich nie było w wypożyczalni.




Na koniec, tak JAKBY w temacie - zrobiłem kartę postaci do settingu "Deadlands", opartego o mechanikę "Savage Worlds". Bo oficjalną kartą w polskiej wersji można sobie co najwyżej dupę podetrzeć.
Kto nie wie, co to Deadlandsy - cztery słowa: dziki zachód + steampunk + magia. Kowboje na jetpackach. W roli czarodziei kanciarze rzucający zaklęcia przy pomocy talii kart. Nieumarli rewolwerowcy. Miód.
Jeśli ktoś gra w Deadlandsy - częstujcie się.