Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowieści z Czterościanu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowieści z Czterościanu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lutego 2016

Tutorial kolorowania

Podobno mam oko do kolorów. Więc pomyślałem - hej! Może pokażę mój proces kolorowania i przy okazji kilka towarzyszących mu przemyśleń. Bo czemu nie.


1. Wstęp


Kolory to bardzo duża część mojego stylu. Moje linearty same w sobie są bardzo nieczytelne i bełkotliwe, głównie ze względu na to, że rysując operuję przede wszystkim liniami i konturem, zamiast myśleć plamami i operować dużymi kontrastami czerni i bieli. Ale nic nie szkodzi. Kolory wszystko ładnie podzielą na plany, najważniejszym aktorom wręczą kwiaty, a statystów wepchną do kulis. Nad doborem barw myślę już na etapie szkicowania.

Zacznijmy od absolutnych podstaw. Czyli od pizzy.


Generalnie rzadko kiedy myślę o kole barw. W większości koloruję na czuja. Ale gdy się zatnę, kolorując jeden kadr od pół godziny, wciąż nie będąc zadowolonym, to wracam myślami do najlepszych kumpeli. Są dobrą podpowiedzią, co robić, kiedy jesteś w kropce.

Każdy ma swoje ulubione palety kolorów. Ja osobiście prawie wyłącznie operuję w ciepłych barwach - brązy to mój najlepszy przyjaciel. Do tego ciepły żółty i niezbyt krzykliwy czerwony. Pycha. Generalnie moja paleta jest bardzo stonowana i niewiele w niej dużych kontrastów.

P.S. - Koloruję w Photoshopie.

Aha. No i zanim zaczniemy kolorować, oczywiście trzeba wyczyścić skan i wydzielić lineart na osobną warstwę. Jeśli nie wiecie jak to zrobić, napisałem o tym w innym poradniku.


2. Baza 



Oto lineart. Jak mówiłem, niezła kiełbasa.

Pierwsze co robię, to nakładam największe plamy kolorów. Najpierw się zastanawiam - jakie emocje ma przekazać rysunek? I na bazie tych przemyśleń intuicyjnie dobieram paletę.


Każda kraina w Czterościanie ma swój własny color code. Akcja powyższego artworka rozgrywa się w Ośmiogrodzie, który jest krajem bardzo ogrodowym. Stąd dominują tu ciepłe, ziemiste brązy i dużo zieleni. Całość ma wywołać sielankowe skojarzenia - rodzinne ciepło, przytulność, gościnność. Ciepła herbata na ganku, fotel bujany i wiosenna bryza. Oto Ośmiogród.


3. Ludziki


Pora położyć bazowe kolory na aktorów. Zacznijmy od naszej gwiazdy - rycerza, który jest w centrum kompozycji.


Zacząłem od dwóch kolorów głównych - niebieskiego i brązu. Niebieski, żeby postać wyskoczyła do przodu (niebieski dobrze kontrastuje z brązowym tłem) i brązowy, żeby jednak wciąż harmonizowała z całym obrazkiem i była częścią tego świata. No i poza tym - hej. Kocham brązowy.

Przy kolorowaniu postaci ważne są dla mnie pary kolorów. Tzn. różne elementy stroju w tym samym kolorze. Dobrym tego przykładem jest konewkowy hełm i pończochy. Dzięki temu samemu kolorowi na górze i na dole postaci, całość ładnie się spina.

Zwróćcie uwagę, że to nie buty są w tym samym kolorze, co hełm. Skrajne pary (czyli najwyższy i najniższy element postaci) zawsze źle mi wyglądają.


Jednak jednym z najbardziej rzucających się w oczy elementów jest czerwony naramiennik, który nie ma pary. Z jednej strony sprawia to niepotrzebnie, że naramiennik w skali postaci staje się dziwnie ważnym elementem.

No i skojarzył mi się taki wielki, czerwony gar, w którym moja mama zawsze robiła gołąbki.

Ale wg mnie dobry projekt postaci zgrabnie łączy symetrię i niesymetrię, zarówno pod względem stroju, jak i doboru kolorów. Niesymetria wertykalna przychodzi bardzo prosto, chociażby z oczywistego powodu różnicy głowy od stóp. Za to osiągnięcie niesymetrii horyzontalnej wymaga już aktywnego wysiłku. 

No i niebieski ładnie tu gra z tym czerwonym. Dzięki temu kontrastowi postać wyskakuje z tła jeszcze bardziej.

Kolejna zasada, jaką się kierowałem przy kolorowaniu rycerza - elementy na wierzchu postaci (tabard, elementy zbroi, sznur) są jasne, a elementy jego podwarstwy (spodnie, rękawy, buty) są ciemne. Dzięki temu wierzchnia warstwa wyskakuje, no...na wierzch. Jedynym wyjątkiem od tego jest ciemny hełm - dlatego, że miałem takie widzimisię. Miał być jasny, ale przy kolorowaniu pomyślałem o Zawiszy Czarnym i rycerzach w czarnych zbrojach...więc chciałem lekko skręcić w tę stronę.

Co do kolorów godła - gruszki i trzech śliwek - nie liczę ich do tej kolorystycznej rozpiski. Godło to jakby rysunek w rysunku i byt zupełnie osobny. Dobrałem jego kolory tak, żeby się zbytnio nie gryzły ze wszystkim, ale też na siłę nie podciągałem ich pod resztę. Pozwoliłem, żeby było swoją własną instytucją.

Kolory robaczka bazowałem na zdjęciu przeuroczych karaluchów znalezionych na internecie.


Kierując się pi-drzwi tymi samymi zasadami, pokolorowałem resztę aktorów. Grubą karczmarkę i parę w tle na razie zignorowałem. To statyści mocno zintegrowani ze scenerią. Ich kolory będą bardziej monochromatyczne.


Bam. Mamy pokolorowane postacie pierwszych planów. Podoba mi się, że nasz rycerz jako jedyny ma na sobie niebieski. To go dodatkowo wyróżnia.


4. Tło


No to teraz jedziemy z bazowymi kolorami tła.


Pierwszy plan. Zorientowałem się, że całość jest jednak zbyt brązowa. Zbyt monochromatyczna i smutna. Więc skopiowałem wszystkie kolory na nową warstwę, którą ustawiłem na tryb overlay na przezroczystość 20% i skleiłem z poprzednią warstwą.


Ha HAAAA...!

Praktycznie nie widać różnicy.

Jak się dokładnie przyjrzycie, to dzięki temu zieleń jest trochę bardziej soczysta, a brązy odrobinkę czerwieńsze. Widać to zwłaszcza po sukience kelnerki i deskach

[*] - W tym miejscu, z powodu własnej głupoty, straciłem plik i pokolorowanie wszystkiego od początku zajęło mi prawie 2 godziny.


Drugi plan!


Trzeci plan!

Przy okazji ogarnąłem całość wzrokiem i przemalowałem kilka drobiazgów, które mi się gryzły z resztą.

Moja zasada kciuka: im dalej coś w tle, tym ma mniejsze kontrasty. Bo wiadomo - im coś ma więcej kontrastu, tym bardziej rzuca się w oczy. Dlatego drugi plan to głównie zielonkawe brązy z drobiażdżkami w innych kolorach (okiennice, dachówki). A trzeci plan to już głównie tylko odcienie zieleni. A niebo i chmurki to już w ogóle.

Popatrzmy. Wszystko wygląda ok? Pożądany nastrój wciąż zieje od ilustracji? Tak? No to jedziemy dalej.


5. Detale


Ok. Jestem już tak mniej-więcej w połowie roboty. Teraz tylko z górki.

Pora podmalować detale - co głównie polega na przyciemnieniu/rozjaśnieniu charakterystycznych dla mojego stylu krawędzi przedmiotów.




Np. widzicie tabard rycerza? Albo kołnierz kelnerki? Mają zaznaczone krawędzie. Dzięki temu wszystko wygląda "mięsiście". Pycha.

No, ale wróćmy do kolorowania. Po podmalowaniu detali całość prezentuje się tak:


Teraz pojawia się problem. Mam duże przestrzenie, na których płaski kolor wygląda dość nudno - budynki, deski na ziemi, piach, niebo. Więc biorę jakiś fikuśny pędzelek i na nowej warstwie robię delikatną podmalówkę, żeby nadać tym przestrzeniom trochę brudu. Byleby nie przesadzić. Rożnica nie ma być zbyt widoczna.



Kiedyś rozwiązywałem ten problem kładąc na wszystko jakąś ziarnistą teksturę (czym się wciąż od czasu do czasu bawię), ale przez to całość wyglądała trochę na jedno kopyto. Poza tym, hej! Lubię płaskie kolory. Po prostu niespecjalnie sprawdzają się w przypadku dużych powierzchni

Całość po podmalówce.


6. Cień


Nic tak nie stwarza poczucia trójwymiarowości rysunku, jak porządny cień. W moim przypadku tworzę nowe warstwy (osobne dla ludzików i różnych planów tła) i ustawiam je na 30-50% przezroczystości. Biorę ciemnoniebieski kolor, który ładnie kontrastuje z moją ciepłą paletą kolorów, i kładę cienie.

Następnie przeciągam od góry wszystkie cienie delikatnym (praktycznie niewidocznym), fioletowym gradientem. Co rozjaśnia nieco cień u góry.


Cienie w tle powinny być lżejsze. Ponownie - im mniejsze kontrasty, tym mniej rzucają się w oczy.

Ilustracja po nałożeniu cieni.

A. Zapomniałem "ubrudzić" budynki na drugim planie, więc zrobiłem to tutaj.


7. Rozjaśnienia


Pora dodać rozjaśnienia, żeby wyciągnąć JESZCZE bardziej to co trzeba do przodu. Tworzę kilka nowych warstw (ponownie, osobne dla ludzików i tła), które ustawiam na tryb "overlay". Zaznaczam rozjaśnienia kolorem, który pasuje. Najczęściej jest to bardzo jasny, zimny brąz. Dodatkowo warstwę z rozjaśnieniami tła ustawiłem na 50% przezroczystości. A desek na podłodze na 40%. Ponownie - nie mają się zbyt rzucać w oczy, tylko trochę "zaokrąglić" co trzeba.


Całość z rozjaśnieniami.


8. Puci-puci


Teraz dodamy trochę życia w te pogodne twarzyczki. Nowa warstwa. Pędzel z miękkimi brzegami i ustawiony na ok. 10% krycia. I zaznaczamy delikatnie czerwonym kolorem nos, okolice oczu, usta, uszy, palce i łokcie. Byle bez przesady.



9. Kolorowanie linearta


I na deser - mój ulubiony etap! Nawet nie wiem czemu sprawia mi tyle satysfakcji. Może dlatego, że to najbardziej bezmózga część całego procesu. Można się odstresować i zrelaksować. Trochę jak kolorowanka, ale na odwrót. Bo kolorujesz kontury.

To samo, co przedtem - pamiętamy, że im coś ma mniejsze kontrasty, tym bardziej chowa się do kulis. Zatem jeśli kontur jest CZARNY, to wiadomo - będzie mocno kontrastować praktycznie ze wszystkim. Dlatego koloruję głównie kontury dalszych planów, a na pierwszym planie tych szczegółów, które nie mają się specjalnie afiszować. Do tego niektóre krawędzie - głównie krawędzie metalowych przedmiotów.





10. Epilog



Mam nadzieję, że taki wgląd w mój proces komukolwiek pomoże. A może i ktoś podpatrzy kilka moich trików i zaadoptuje je do własnego stylu, tak jak ja zrobiłem z wieloma rzeczami, które tutaj pokazałem.

Jeśli macie jakieś pytania - walcie w komentarzach.





piątek, 10 października 2014

Opowieści z Czterościanu - coś pękło

No i stało się!

Po paru miesiącach światotworzenia, pisania scenariuszy, robieniu storyboardów i rysowaniu concept artów, pękła pierwsza strona "Opowieści z Czterościanu"! Rany. Zapomniałem już, jakie to wspaniałe uczucie tak po prostu usiąść i rysować komiks. Jestem najarany jak świeczki na torcie urodzinowym!

Z tej okazji - garść rysunków i informacji. No i pierwsza strona do wglądu!




 Pierwsza historia z tego uniwersum, zatytułowana "Klucz", pojawi się w 4# Profanum (zapowiadanego na następną Komiksową Warszawę) i liczyć będzie 43 strony (jeśli nic się nie zmieni). Będzie opowiadać o perypetiach Vinifer, jednej z Rycerek Klucza. To starożytny zakon, od setek lat poszukujący Klucza do Wielkich Drzwi. Za którymi, według kultu Życiodawcy, znajdują się jego Boskie Ogrody, z których ludzkość uciekła przed tysiącami lat.




 Wiecie, co jest jeszcze fajniejsze od projektowania rycerzy w kuchennych klimatach? PROJEKTOWANIE ZAMKÓW W KUCHENNYCH KLIMATACH! O  BOGOWIE TAK BARDZO!









niedziela, 21 września 2014

Czterościan - Ambicje


Mapa Czterościanu WIP. Kliknijcie dla większego rozmiaru.

 Koniec gdybania i drapania się po głowie. Prace nad "Opowieściami z Czterościanu" weszły w fazę światotworzenia, szkiców koncepcyjnych i pisania scenariusza. A właściwie to trzech scenariuszy. Ale o tym zaraz.

Dla niezorientowanych - obecnie siedzę nad dziwnym ożenkiem fantasy i kuchni. Kuchennym fantasy. Rycerze odziani w zbroje z garnków, wymachujący utensyliami kuchennymi, te sprawy. Chciałbym zrobić z tego serię. Taką porządną serię fantasy - minimum jeden album rocznie. Po głowie kołacze mi się też idea napisania podręcznika RPG w tym settingu. A kto wie, może i stworzenia planszówki. Ambicje więc są rozbuchane. Może wręcz nazbyt. Aż sam się boję. Jak chyba każdy, kto stoi u stóp Mount Everest ze sprzętem alpinistycznym.

Luźne szkice losowych rycerzy.

 Ale każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Najbliższy plan zakłada trzy historie, z czego jedna prawdopodobnie ukaże się na łamach magazynu komiksowego Profanum. A dwie stworzą wspólnie album komiksowy. Z tych dwóch tylko jedną będę ilustrować ja, bo jak mówiłem, plan zakłada jeden album rocznie, a sam tego nie udźwignę. Kto będzie rysować drugą historię? Mam już kandydata, ale nie wszystko jest w 100% przyklepane, więc cicho-sza. Ale dość powiedzieć, że na widok jego rysunków stają mi suty.

Te trzy opowieści, jak i wszystkie przyszłe, będą tylko luźno ze sobą powiązane. Żadnych wspólnych postaci. To świat jest tu główną postacią. Mam szczerze dość wszystkich historii widzianych z oczu jednej postaci, która wiadomo, że i tak wygra. Bo przecież seria musi iść na przód, a za tydzień ukazać się nowy odcinek. Między innymi dlatego przestałem czytać tak bardzo ukochany przeze mnie "Świat Dysku". Pratchett stworzył cały garnitur fantastycznych i barwnych postaci, ale nie ma jaj, by zamieszać w status quo uniwersum. Na koniec każdej książki wszystko wraca do normy, postacie rzadko kiedy przechodzą zmiany poza nauczeniem się "ważnej życiowej lekcji". NUDY.

Szkice wojowników z jednego z podklanów Klanu Łyżki, bazowanego na drewnianych utensyliach kuchennych.

Za to mam właśnie szacunek do tak teraz popularnej "Gry o Tron". Martin ma i talent, by stworzyć multum intrygujących postaci, i jaja, by je wymordować. Czasami nawet bez triumfalnej śmierci. Poobcinać kończyny. Zdruzgotać i zmieszać z błotem. Takie życie.

Są wady i zalety braku głównych bohaterów i braku ciągłej, rozpisanej na setki stron fabuły. Zaletą jest to, że mam bogaty, kolorowy świat, który jest moją piaskownicą i został zaprojektowany tak, bym mógł opowiedzieć jak najwięcej różnorodnych historii. Mogę WSZYSTKO.

W RPG są gracze, którzy są fanami długich kampanii. Tworzenia postaci i odkrywania każdego jej fasetu przez miesiące grania. Ja nie. Wolę jednostrzałówki. Wolę tworzyć dziwne, kolorowe postacie, zagrać raz, a potem iść dalej. Do nowego świata. Do nowego, zupełnie odmiennego wyzwania.

Luźne szkice rycerzy z Wysokiego Stołu w Kaolinie. I tak, WIEM, że te przykrywki wyglądają jak cycki. Jak się zorientowałem było już za późno.

Dużą wadą braku głównego bohatera jest...no cóż...brak głównego bohatera. Magnesu. Najlepszym przykładem są tutaj chyba komiksy superhero. Ludzie kupują Batmana, bo kochają Batmana. Albo Jokera. Kto co tam woli. Wracają do serii właśnie dla swoich ulubionych postaci.

Co do braku ciągnącej się, spójnej fabuły - cóż. Zwyczajnie wiem, że nie jestem w stanie podjąć takiego wyzwania. Wiem, że znudzi mi się po którymś odcinku. Tak było z Bucem Kartoflem.

Dlatego właśnie chcę zrobić z samego Czterościanu, całego świata, głównego bohatera. Zaintrygować was nim. Być waszym przewodnikiem. Zaszczepić w was "wonderlust". Co dziwnego i ciekawego będzie w kolejnym albumie? Który fragment świata poznamy? A jak już poznacie wszystko, to spuścić na to wielką bombę. Zamieszać chochlą w garze wrzącej zupy. Spoliczkować rękawicą status-quo.

Taki jest plan.

Wstępny szkic losowego miasta w Ośmiogrodzie.

Przy kreowaniu świata Czterościanu kieruję się trzema myślami przewodnimi:

1. Twórz, nie tłumacz

Wielką siłą fantasy jest to, że ogranicza je tylko wyobraźnia. To nie s-f, gdzie trzeba być MĄDRYM i wiedzieć rzeczy, żeby zrobić porządne s-f (dlatego nigdy nie zrobię historii s-f D:). Fantasy nie musi się nawet jakoś specjalnie trzymać kupy (byleby się nie trzymało kupy konsystentnie). Ważne, żeby intrygowało. Żeby było kreatywne i twórcze. Z czego korzysta niewiele światów fantasy, które głównie tłumaczą to, co już znają. Weźmy średniowiecze i wrzućmy w to elfy i krasnoludy. I smoki, o. I co tu jest do odkrywania? Nudy.

Nudy, nudy, NUDY.

Oczywiście, to nie takie proste. Średniowiecze z elfiokami, brodatymi kurduplami i smokami cieszy się tak olbrzymią popularnością, bo to jest coś, co wszyscy znamy. I czujemy się w tym komfortowo. Autor nie musi tłumaczyć, że krasnale kochają złoto, a dłuchouchy to rozpieszczeni egoiści patrzący na wszystkich z góry. Że smok zieje ogniem. Może skupić się na opowiadaniu historii, zamiast tłumaczyć czytelnikowi co to "malklar", albo "vivimancja", czy co on tam sobie jeszcze ubzdurał w tej swojej chorej głowie.

Dlatego trzeba ostrożnie balansować między znanym, a nieznanym. Dać tyle rycerzy, magów i smoków, by czytelnik nie czuł się, jakby nagle ktoś teleportował go do Chin. I na tyle nowych i ciekawych konceptów, by było co odkrywać.

Szkice botaników - połączenia kapłanów, czarodziei natury, naukowców i ogrodników, którzy są kastą rządzącą w teokratycznym Ośmiogrodzie.

 2. Rule of COOL

Widzicie te szkice koncepcyjne? Te zbroje nie mają sensu - w rzeczywistości byłyby niepraktyczne i niewygodne. A te wielkie bronie zrobione z dziwacznych rzeczy? Za duże, by nimi machać na polu bitwy. I nosić ze sobą. I w ogóle kto normalny walczyłby wałkiem?

Ale wiecie co?

THAT SHIT LOOKS DOPE, DAWG! CAN YOU DIG IT?!

Oczywiście, bez przesady. Tak jak przy zasadzie nr. 1, tak i tutaj trzeba umieć balansować. Ja też rzygam na widok high fantasy i mieczy, które wyglądają, jakby się miały złamać przy pierwszym uderzeniu. I niedorzecznie ozdobnych zbrojach. I nie zapomnijmy o bojowych bikini. Albo o high steampunku, który po prostu polega na poprzylepianiu do WSZYSTKIEGO zębatek. UGH.

Czasami po prostu niektóre rzeczy nie muszą mieć sensu, o ile są fajne. Problem leży w tym, że to, co jedni uznają za "fajne", inni znajdują po prostu "głupim".

No tak.

A tu już szkice koncepcyjne konkretnej postaci z historii, która prawdopodobnie trafi do Profanum.

3. Niedopowiadaj

Czasami potwór jest straszniejszy, gdy się go nie pokazuje. Czasami tajemnica jest bardziej tajemniczowata, gdy jej fragmenty zostają niedopowiedziane. Gdy brakuje puzzla, którego nieobecność jest irytująca jak luka między zębami.

Jednym z trendów w dzisiejszej popkulturze jest branie tego, co było niegdyś baśniowe i tajemnicze i dopowiadanie wszystkiego. Możnaby wręcz zrobić z tego drinking game - opróżnij drinka za każdym razem, gdy do kin wchodzi współczesna wersja starej baśni. W sumie sam jestem fanem tego nurtu. Bo często wygrywa tym całuśnym, uroczym bajeczkom depresyjne nuty. A ja jestem wielkim fanem depresji w historiach.

Siłą takich współczesnych przeróbek jest to, że kładą nacisk na motywacji bohaterów. Zła królowa kiedyś była po prostu złą królową. Bo wiecie. ZŁO. W dzisiejszych czasach coś takiego nie przejdzie. Okazuje się, że zła królowa ma kompleksy. I ojciec ją bił jak była mała. To nadaje głębi postaci.

Ale czasami to, co niedopowiedziane, staje się potężniejsze. Bo sami dopowiadamy sobie resztę. A nic nie przebije naszej wyobraźni. Na pewno macie tak czasami, że pomysł po jego realizacji okazuje się o wiele gorszy, niż kiedy po prostu leżał w waszej głowie. No właśnie. Bo czasami pomysły, nie ważne nawet jak głupie, lepiej wyglądają, kiedy leżą w głowie.

Historia może tylko leciutko hintować, że para bohaterów jest tak naprawdę rodzeństwem. I ty sobie mówisz "o bogowie, to rodzeństwo!" i jarasz się swoimi teoriami. Ale zdarza się, że film wykrzykuje to za ciebie. I wtedy brzmi to po prostu głupio i kliszowato.

Ale, jak i w przypadku dwóch poprzednich punktów, trzeba uzyskać balans między tym, co powiedziane, a tym, co niedopowiedziane. Jak niedopowiemy za dużo, to uzyskamy sztukę abstrakcyjną.

Jebać sztukę abstrakcyjną.

Khem.


Będę pisać więcej o "Opowieściach z Czterościanu" w miarę posuwania się naprzód prac. Pozdrowienia znad morza!

Szkic karczmy z miasta w Ośmiogrodze bazującego na winie i produkcji wina.

P.S. - NA ŚMIERĆ ŻEM ZAPOMNIAŁ. Czterościan doczekał się już swojego pierwszego fanarta. Co jest tym milsze, że do powstania komiksu jeszcze daleko. I strasznie mi głupio, że wrzucam ten rysunek dopiero teraz, bo dostałem go w KWIETNIU.

Fanarta wykonał Very Tall Homunculus. Elementy zbroi wykonane z poprzywiązywanych na sztorc pinezek to fantastyczny pomysł! Jeszcze raz dziękuję i jeszcze raz przepraszam, że wrzucam go dopiero teraz!








wtorek, 22 kwietnia 2014

Czterościan - Srebrne Klany


Fragment "Almanachu Czterościanu" tyczącego się Srebrnych Klanów:

Wiele złośliwych języków nie uznaje Klanów za naród i jednostkę gospodarczą, ale raczej za motłoch skrajnych egoistów przypadkiem okupujących tą samą przestrzeń. I wiecie co? Mają sporo racji. Ale po kolei.

Srebrne Klany to, jak sama nazwa wskazuje, nie jedno państwo, a zbiór trzech klanów - Klanu Łyżki, Klanu Widelca i Klanu Noża. Zamieszkują one okolice Szufladowych gór. Sterty olbrzymich szuflad pną się wysoko ku sklepieniu, pełne najcenniejszego z dóbr klanów - srebrnych sztućców, o wiele wytrzymalszych i na dodatek znacznie piękniejszych niż zwykły nóż, czy widelec. Dzięki nim, Srebrne Klany mają potencjał stać się najpotężniejszą i najbogatszą z krain Czterościanu. Lecz rywalizacja pomiędzy klanami jest zbyt wielka. Sprzedawanie sztućców za liche pieniądze na wyścigi tylko po to, by inny klan się nie wzbogacił zdarza się nader często. Taka to już natura klanludzi.

Mieszkańcy Srebrnych Klanów są opętani ideą samodoskonalenia. Niemal każdy z nich całkowicie dedykuje swe życie opanowaniu do perfekcji swej profesji, pasji czy pewnej idei. Jedni całymi latami dążą do osiagnięcia tak kuriozialnych tytułów, jak bycie najgrubszym czy najbrzydszym. Inni mają nieco bardziej praktyczne podejście do życia, zostając mistrzami w pszczelarstwie, szermierce, pisarstwie czy retoryce, chcą być najszybsi lub najbogatsi, najpiękniejsi albo najmądrzejsi. Między wszystkimi nieprzerwanie panuje wielka rywalizacja. Konkursy między ludźmi, zawody między wioskami i turnieje między klanami. Nie wystarczy być w czymś dobrym - trzeba być lepszym od innych. Najlepszym. Każde miasto i nieważne jak mała wiocha ma swojego kronikarza, który opisuje czyny najwyśmienitszych spośród swoich mieszkańców.

I na tym właśnie polega największa tragedia Srebrnych Klanów. Fiksacja na punkcie samodoskonalenia z jednej strony stworzyła społeczeństwo pełne szalenie zdolnych i pracowitych ludzi, rojące się od mistrzów i fachowców. Jednak zbyt skoncentrowanych na sobie i rywalizacji z resztą świata, by stworzyć coś większego, niż oni sami - funkcjonujące państwo. Historia jest w stanie podać pare przykładów zjednoczenia wszystkich klanów pod sztandarem dostatecznie zdeterminowanego i zaciętego wodza, ale te krótkie okresy to małe kropki w morzu samorządnej pochwały indywidualizmu i róbcochciejstwa.





wtorek, 18 marca 2014

Fantasy od kuchni (he he)


A więc tak czuje się człowiek, który poprzedniej nocy zarobił bułę w ryj, żeby następnego dnia obudzić się z opuchlizną wielkości przejrzałego arbuza i brakiem czucia w połowie twarzy.

Ja nie wiem. "Chowder" to moja najukochańsza kreskówka. Ścisłe top jeden. Sporą częścią mojego do niej afektu jest estetyka całości. I idea, która jest punktem wyjściowym wszystkiego i która wszystko spina - kuchnia. Cały serial kręci sie wokół kuchni i gotowania. A ja mam dużą słabość do gotowania.

Z drugiej strony mamy fantasy. Czuję się w tych klimatach jak w domu. Wychowywałem się na książkach i grach video kreujących barwne, fantastyczne światy. Ba, sam je kreowałem - jako Mistrz Gry. Niezliczone godziny prowadząc RPGowe drużyny po podziemiach i miastach, lasach i ruinach. Opisując wypruwanie flaków po stokroć, za każdym razem starając się opisać to na nowo.

 A gdyby tak te dwie rzeczy...no wiecie...?

Istnieje chyba jeszcze starszy szkic tego kolesia z sitko-hełmem, w jakimś zapomnianym przez bogów notatniku. Nie wiem. Od bardzo dawna bawił mnie pomysł uzbrajania rycerzy w utensylia kuchenne.

Wszystko zaczęło się od luźnych szkiców. Zawsze lubiłem rysować różnych wojowników. Raz pod wpływem chwili narysowałem rycerza okutanego w zbroje z garnków. Bo czemu nie? Pomyślałem, że takie duże sitko byłoby bardzo zabawne w roli przedniej części hełmu. Reszta sama poszła.

Fast forward kilka lat na przód. Nie mam co robić. Mam otwartego photoshopa. Ale co narysować? Przypomniały mi się zabawne rycerzyki odziane w gary.

Więc zaprojektowałem jednego. Potem drugiego. Trzeciego. I czwartego. I nim się obejrzałem...



Bum.

Miałem wstępny projekt mapy całego świata, a głowę wypełnioną pomysłami na historie jak ul pełen rozwścieczonych pszczół, które desperacko chcą się wydostać i pogryźć POGRYŹĆ WSZYSTKO CO UMIE UTRZYMAĆ KOMIKS W RĘKACH.

...

Chociaż jeśli jesteś inwalidą i masz niesprawne ręce...ale umiesz czytać...

Dobra, nieważne.



Odniesienie do uderzenia w twarz na początku tego wpisu jest zresztą nieprzypadkowe. Bo o ile cały proces światotworzenia jest rozkosznie ekscytujący - czuję się, jakby ktoś zrobił w mojej głowie imprezę, na którą porozsyłał zaproszenia na Facebooku i naprawdę mamo, ja nie wiedziałem, że przyjdzie tyle osób, i one zaproszą więcej osób! MAMO.

To pomimo wszystko cały proces jest dość bolesny pod jednym, pewnym względem. Skończyłem jeden komiks (ale o tym więcej, jak zdobędę na 100% pewność, kiedy się ukaże) i jestem w tym momencie, w którym każdy autor prędzej czy później się znajduje. Przez ostatnie pare lat jechałem pociągiem, który miał jedną destynację - skończenie komiksu. W końcu wysiadłem na ostatniej stacji. I stoję teraz z walizką, płaszcz pod pachą. I rozglądam się. Oszołomiony otwartą przestrzenią. I nowymi możliwościami.


Sęk w tym, że od LAT w głowie dojrzewają mi, jak dobre wino, pomysły na nowe albumy. Pomysły ambitne. Soczyste i gotowe do zerwania z drzewa. I nagle pojawia się taki nowy pomysł, jak kokietka w sali pełnej sparciałych pasków.

I gryzę się po wargach.

I myślę.

I powoli dochodzę do wniosku, że w polskim komiksie jest masa doskonałych twórców komiksów dla dojrzałego czytelnika. Skutników, Chmielewskich (tak jakby to nawet sztuk dwa), Turków i całej masy innych, jak jakaś galeria złoczyńców Batmana. A takich Śledziów, na którego Swobodnym Osiedlu wychowało się całe pokolenie...to mało jest. A jeśli chodzi o fantasy, to chyba tylko Thorgal jest. A on i tak tylko w połowie polski.
Była "Pierwsza Brygada", która miała potencjał, jakiego chyba jeszcze NIGDY nie miał żaden inny polski komiks w tej dziedzinie. I *odgłos pierdzenia ustami*. Padła po pierwszym tomie. Za każdym razem, jak wodzę wzrokiem po mojej kolekcji komiksów i zatrzymuję się spojrzeniem na grzbiecie Brygady, robi mi się smutno.



Brakuje mi czegoś takiego, co jest wręcz mainstreamem we frankońskim komiksie. Solidnego, młodzieżowego fantasy. Magii i miecza, podanych na nie tolkienowskim talerzu. Z intrygą. Akcją. Oblanym gęstą jak flegma bezdomnego TAJEMNICĄ. Która oferuje czytelnikowi odkrywanie czegoś nieznanego. Nowego.



Może mi to zaraz wszystko przejdzie i wrócę do moich konceptów na komiksy dla starych i zgorzkniałych ludzi. Ale póki co, to jestem strasznie nakręcony na...to. To wszystko *rozpościera ręce*.

Hm

Jeszcze zobaczymy.




 P.S. - Jestem naprawdę ciekaw waszej opinii. Czy czytalibyście takie mocno niestandardowe, ale jednak koniec-końców, fantasy? Czy wam też czegoś takiego brakuje w polskim komiksie? A może się ze mną nie zgadzacie i uważacie, że plotę bzdury? Zostawcie komentarz!