
To chyba pierwszy komiks, po którego narysowaniu miałem naprawdę, naprawdę tęgą rozkminę, czy go w ogóle wrzucić do sieci. Jest bardzo osobisty i dotyka pewnych tematów, o których zwykle nie mówi się głośno.
Na Terapię już od jakiegoś czasu przestałem patrzeć przez własną perspektywę, a zacząłem widzieć ją oczami ogółu. Dlatego nie traktuję jej już tak bardzo osobiście. Co druga nowopoznana przeze mnie osoba pochodzi z rozbitej rodziny. Mośko z Damianem rozkminili kiedyś nawet, że słownikowe znaczenie "patologii" oznacza "odstępujący od normy". Dlatego, w naszych czasach, rodziny szczęśliwe i kochające się to właśnie rodziny patologiczne. Kiedy wszyscy na świecie oszaleli, a ty jesteś ostatnim przy zdrowych zmysłach człowiekiem na Ziemi, to ty jesteś nienormalny.
Dlatego też zdecydowałem się wrzucić powyższy pasek, ponieważ wiem, że wielu ludzi będzie się w stanie utożsamić z powyższą sytuacją.
Mojemu tacie zawdzięczam naprawdę wiele. To kawał fascynującego człowieka. To on wkręcił mnie w rysowanie komiksów, ergo nadał cel mojemu życiu. Jest on moim autorytetem w wielu dziedzinach. Ale akurat nie w tej. Brońcie bogowie, nie oceniam go. Każdy podejmuje własne decyzje, które na danym etapie swojego życia uważa za najsłuszniejsze. Jest, jak jest.
Zresztą, planuję kiedyś narysować pełnometrażowy album komiksowy o tym. Kompleksy na tle ojcowskim (Freud miałby ucztę), występowanie w teatrze ulicznym z rodzeństwem w wieku dwóch lat. Dzieci gubiące się na festiwalu, bo jakaś starsza pani chciała mieć własne dziecko, więc przygarnęła małego clowna. Żonglowanie synem na dwumetrowych szczudłach. I wiele innych przygód. Wtedy, to już wogóle nie będę patrzył na to, co osobiste, a co nie, będę rysował wszystko jak leci. Dlatego powyższy pasek uważam za taki pierwszy krok.