niedziela, 29 marca 2020

Czego możemy się nauczyć z pierwszych 14 stron "Tetrisa"



"Tetris: ludzie i gry" Boxa Browna, u nas wydany przez Marginesy, to nie jest zły komiks.

To nie jest też dobry komiks.

Ale to komiks, na którego błędach możemy się wiele nauczyć.

Poziom umiejętności rysowania autora określiłbym jako "radzi sobie". Czasami bardzo umiejętnie operuje minimalistyczną kreską, jak poniżej:





A czasami wychodzi mu to gorzej:




Większość komiksu to wypadkowa tych dwóch powyższych, skrajnych przykładów. Ale co najważniejsze, komiks jest czytelny. Widać, że Box Brown próbuje nas kupić swoją historią, a nie kreską. I ok, nie każdy komiksiarz musi być Jakubem Rebelką.

Ale.

Średnio co parę stron autor podejmuje przedziwne wybory estetyczne, co owocuje fascynującą lekturą. Najlepiej pokazać to na przykładzie pierwszych kilkunastu stron.

Tutaj macie pierwsze 14 stron (według numeracji polskiego wydania: strony 6-19). W ramach wyzwania możecie przeanalizować je najpierw samodzielnie, bez mojego komentarza. Hej, może nawet zwrócicie uwagę na coś, co sam pominąłem! Możecie też do nich wracać w formie referencji w czasie czytania poniższego tekstu.


Strony 6-7



Pierwsze dwie strony komiksu i już coś jest nie tak. Zwróćcie uwagę na trzy pierwsze kadry:




Zaczęcie od ogólnego ujęcia i powolne przybliżanie, aż zobaczymy docelowe miejsce, czy bohatera, to dobry i sprawdzony sposób na rozpoczęcie opowieści.

Oddalenie ujęcia, po czym ponowne go przybliżenie tworzy efekt, który profesjonaliści nazywają "w-te-i-we-wtyzmem". Nie ma to tutaj żadnego uzasadnienia fabularnego, autor nie próbuje też tym zabiegiem nic przekazać, jedynie rozprasza. Więc to poprawmy:





O wiele lepiej.



Strona 8



Ten kadr:





Ten kadr ma mnóstwo drobnych błędów. Normalnie, gdyby występowały pojedynczo, nie marnowałbym czasu na ich wytykanie. Ale tutaj zebrały się gromadnie w jednym kadrze. I przez minimalistyczną kreskę zwracają na siebie tym bardziej uwagę.

<podwija rękawy> No to po kolei.




Kreski symbolizujące parę unoszącą się z ich napojów tworzą dziwny pion, który mnie dekocentruje i wybija z rytmu czytania. Bardzo dziwna kompozycja.




Kontakt.

Dlaczego autor zdecydował się na narysowanie kontaktu? Kreska jest w tym kadrze minimalistyczna, nawet bardziej, niż w reszcie komiksu. Do tego stopnia, że nie zaznaczono nawet linii podłogi (z czym nie mam problemu, a wręcz uznaję za ciekawy zabieg).

Przy tak minimalistycznej kresce każda narysowana rzecz bardzo zwraca na siebie uwagę. Kontakt jest tutaj zwyczajnie zbędny.




Rozstaw nóg biurka jest o wiele za szeroki.

"Tetris" ma dość liberalne podejście do perspektywy, co szanuję i sam często stosuję w swoich komiksach.




Rozstaw nóg biurka sugeruje przestrzeń i perspektywę. A blat biurka jest całkowicie płaski. Z samą ideą nie mam problemu, ale rozstrzał między nogami biurka jest o wiele za szeroki, co, ponownie, przy minimalistycznych pracach każda najmniejsza kreska zwraca na siebie uwagę. Krótsza noga stołu wygląda, jakby była ucięta w połowie.



No dobra, to jak już się czepiam najmniejszych duperel, to nie mogę nie wspomnieć o białych ciapkach na twarzy po lewej. Koleś wygląda, jakby miał syf na ustach.




In for a penny, in for a pound.

Poprawmy to wszystko:


Lepiej? Ja myślę, że lepiej.

To wygląda, jakbym się znęcał nad tym komiksem. A nie taki jest cel tego tekstu. To są tylko drobne błędy, na które można spokojnie machnąć ręką, a których przeciętny czytelnik nawet nie zauważy. Ale dla mnie ciekawe jest roztrząsanie szczegółów.





Także: włosy. Ale do nich wrócimy później. Już dość się rozpisałem o tej stronie.



Strona 9



Ten kadr:





Większość "Tetrisa" rysowana jest kreską jednej grubości. Choć nie zawsze, co widać nawet na tym samym kadrze - zwróćcie uwagę na cegły murków na pierwszym planie.

W tym kadrze razi mnie, że kontur kamyczków leżących na ziemi jest tej samej grubości, co kontur postaci. Małe postacie zaczynają z nimi walczyć o naszą uwagę.

W kolejnych kadrach nie ma z tym problemu, np. w tym:





Postacie dominują kadr. Są o wiele większe od małych kamyczków. 2/3 ich sylwetek też jest umieszczona na pustej przestrzeni, co wyciąga postacie jeszcze bardziej.

Jeszcze gorsze są detale na murach w tle:





Duże, białe plamy, w dodatku otoczone konturem, mocno kontrastują z resztą i walczą z postaciami o naszą uwagę.

Poprawmy to:





Ale to nie wszystko. Bo w tym kadrze pojawia się coś dziwnego. Przedsmak ekscytujących niespodzianek, które nadejdą.





Dlaczego ten pan jest tak wycieniowany?

Do tej pory kolor żółty był kładziony najprawdopodobniej cyfrowo, przy pomocy pędzla o poszarpanych brzegach:





Ale nie istniały żadne półtony. Mieliśmy wyraźny podział na czarny, biały i żółty.

Aż do teraz:





Skąd nagłe użycie innego rodzaju pędzla do nałożenia koloru? Takie półtony mogłyby wskazywać miękkie światło, np. nocnej latarni - tej jednak nie ma na kadrze.

Ale nawet, gdyby była, nagła zmiana sposobu cieniowania zwyczajnie razi. Zwłaszcza, że ten zabieg nie niesie ze sobą żadnego przesłania. Postać nie wkracza symbolicznie z mroku w światło, nie wstępuje do nieba. Zwyczajnie idzie ulicą, prowadząc rozmowę.





Muszę też zwrócić uwagę na niechlujne kolorowanie, co niestety przewija się przez cały komiks. Każdemu zdarza się przeoczyć jakieś miejsce, czy przypadkiem pokolorować to, co nie trzeba. Ale w "Tetrisie" występuje to o wiele za często. I, jak już wspominałem, przy minimalistycznej kresce jest to tym bardziej widoczne.



Strona 10



Zagadka - co was razi w tym kadrze?:




Nie, nie chodzi o słabo narysowanego ludzika.

Nie, nie chodzi też o drzewko po lewej, którego styl cieniowania odbiega stylistycznie od reszty (do tego jeszcze wrócimy).

Tutaj:





Widzicie?

Może lepiej będzie widać na skanie, zanim podbiłem czernie:





Nie widać mocno lepiej, ale widać. Widzicie?

Ta subtelna różnica w czerni budynku z tyłu.

Jeśli macie słabe monitory, to może nawet tego u was nie widać, a cały ten fragment tekstu może wydać się wam bełkotem maniaka. Możecie śmiało przeskoczyć do kolejnej części.

Ale widać to w papierowej wersji "Tetrisa". A jak raz to zauważycie, to już nigdy tego nie odzobaczycie. A w "Tetrisie" pojawia się to nagminnie:







Czasami bardziej dostrzegalne. Czasami mniej. Ale zawsze gdzieś tam jest. Na większości stron.

<wzdycha z rezygnacją>

Wejdziemy teraz w króliczą norę. A królik, który w niej mieszka, jest dziwakiem, który opowiada historie o drobiazgach, które nikogo nie obchodzą, poza nim.

Ale hej. Skoro doczytaliście aż tutaj.

Pisałem o tym niedawno w poradniku o przygotowywaniu rysunku do cyfrowego kolorowania. Kiedy skanujecie swój rysunek, czerń wychodzi na nim blado. Trzeba ją wtedy "podbić" - żeby była bardziej czarna.

Ale jeśli źle to zrobicie, czerń może wydawać wam się czarna (zwłaszcza w kontraście z bielą).

Ale nie jest.

Weźmy na przykład fragment mojego rysunku:





Czerń jest w nim celowo słabo podbita (a wręcz wcale). Dlatego, kiedy nałożę kolor:




Pojawiają się subtelne różnice w czerni.

Widzicie?

To dlatego, że czerń nie jest tu czarna. Przez to jest podatna na kolor, który znajduje się pod nią. Czerń jest jaśniejsza, kiedy kolor pod nią jest jaśniejszy (w tym przypadku biały). I ciemniejsza, kiedy kolor pod nią jest ciemniejszy (w tym przypadku żółty).

Co oznacza, że albo Box Brown tego nie zauważył. Albo miał słaby monitor, który nie wychwycił subtelnej różnicy. Albo, najgorsza opcja - zauważył, ale uznał to za nieznaczący szczegół.

Jak tego uniknąć? Proste - podbijając dobrze czerń. Można to sprawdzić przy pomocy łatwego testu:




Bierzemy 100% czerni i malujemy kropkę na linearcie. Różnica w czerni będzie widoczna zwłaszcza na białym tle. Chcemy, żeby lineart był jak najbliżej 100% czerni. Dzięki temu kolory pod lineartem będą przebiłaby spod niego jak najmniej.

[EDIT: Jarek Obważanek z Dymkołamaczy, który przygotowywał "Tetrisa" do druku polskiego wydania, zwrócił mi uwagę, że podbijanie czerni nie ma w tym przypadku znaczenia, bo i tak czerń będzie drukowana w 100%. By uniknąć tego efektu, trzebaby albo w całości wybrać kolor spod czerni, albo w całości go tam umieścić.]

Drugi kadr na tej stronie:





Wzory na drzewach za bardzo zwracają na siebie uwagę i walczą z tym, co jest w tym kadrze najważniejsze - postacią i jej myślami.

Możnaby polemizować i przeprowadzić ciekawą dyskusję na temat tego, że te wzory są dość hipnotyczne, co fantastycznie współgra z postacią pogrążoną w swoich myślach (wręcz nimi "zahipnotyzowaną"). Czytelność w komiksie jest bardzo ważna - tło powinno zostać tłem, a nie walczyć o naszą uwagę z pierwszym planem. Ale każda zasada może być (a nawet powinna być) łamana, jeśli idzie za tym jakieś przesłanie, lub interesujący zabieg stylistyczny.

Wątpię, żeby w tym wypadku był to celowy zabieg autora, ale nie jest to ważne. Czasami najciekawsze i najpiękniejsze rzeczy są dziełami przypadku.



Strona 11



Oh man. Ta strona.

Ta strona to powód, dlaczego napisałem cały tekst.

Komiks powinien być jednolity stylistycznie. Wybierasz medium, styl kreski, kolorystykę i się tego trzymasz. Wszelkie odchyły od przyjętego stylu zwracają na siebie uwagę. Co można wykorzystać w ciekawy sposób. Np. rysując komiks tradycyjnymi sposobami, ale sny postaci zilustrować za pomocą farb.

Ale właśnie. Za odchyłami od obranego stylu powinno zawsze coś stać.

I mamy ten kadr:




Dlaczego autor nagle postanowił użyć szarpanych, ekspresyjnych linii? I to do oddania detali nieruchomej skały. Tego typu linie bardzo dobrze sprawdzają się w przedstawieniu dynamicznych ruchów. Dlaczego więc nie użyć ich np. w tym kadrze?:





Wciąż byłyby trochę nie na miejscu, bo by się wyróżniały od przyjętego stylu. Ale przynajmniej by dobrze oddawały ruch.

Ten typ kreski też może bardzo ładnie się sprawdzić do oddania brudu i nierówności, np. właśnie skały. Ale do tej pory autor przedstawiał tego typu detale inaczej:








Zresztą, o wiele bardziej koherentnie z przyjętym stylem.

Więc DLACZEGO? Skąd nagła zmiana stylu?

Co prawda nie jest to pierwsza zmiana w stylu kreski. Bardziej ekspresyjnie wycieniowano wspomniane wcześniej drzewko:





Oraz drzewa w tle w innym kadrze:





Chodź dziwna i niezbyt stosowna zmiana w stylu, przynajmniej te rzeczy do tej pory pozostawały w tle i nie zwracały na siebie zbyt dużej uwagi.

I, niczym one-two punch, na stronie 11 za jednym kadrem idzie od razu drugi:




Dlaczego?





DLACZEGO?!

W bonusie zupełnie nowy i wcześniej nie widziany sposób cieniowania:




Do tej pory opisywałem głównie małe błędy. Warto zwracać na nie uwagę przy rysowaniu komiksu, ale to nie jest coś, co magicznie zamieni dobry komiks w zły.

Ale takie wyskoki, jak strona 11, sugerują mi, że autor komiksu po prostu nie wie, co robi. Odbiega od narzuconego stylu bez powodu i według własnego widzimisię.


Strony 12-13



Bardzo lubię stronę 13:





Detale ściany są bardzo nerwowe, nasuwają mi wręcz skojarzenia ze sztuką abstrakcyjną. Co tworzy genialne połączenie ze starożytnymi malowidłami naskalnymi. Stare z nowym. Wizualnie też wygląda to świetnie - chaos arytmicznych wzorów ładnie kontrastuje z prymitywnymi, wielkimi plamami postaci.

Ale wróćmy do wytykania błędów.

Dlaczego postacie w pierwszym kadrze są narysowane brudną, ekspresyjną kreską, a reszta już nie?:





Ponownie, taka ekspresyjna kreska nawet by działała lepiej w kolejnych kadrach, ukazujących ruch. Wciąż trochę na opak z obranym stylem, ale jednak coś.

Może to przez zbliżenie? Żeby pokazać fakturę farby? Ale kadr wcześniej też mamy zbliżenie na jelenia, którego sylwetka jest gładka:




Taka zmiana stylu, niepodyktowana żadnym sensem, dosłownie z kadru na kadr doprowadza mnie do szewskiej pasji.



Strona 15



Do tej strony w zasadzie nie mam większych zastrzeżeń, więc najwyższa pora poruszyć kwestię koloru.

Żółty.

Gdybym miał szansę porozmawiać z Boxem Brownem, to byłoby pierwsze zadane przez mnie pytanie: dlaczego żółty?

Pokolorowanie komiksu tylko jednym kolorem to dla wielu autorów złoty środek pomiędzy czernią i bielą, a pełnym kolorem. Wzbogaca i wnosi trochę życia w zwykłą czerń i biel. Ale nie wymaga takiego intensywnego nakładu pracy, co pełen kolor. Co ma niemałe znaczenie przy prawie 250-stronicowym komiksie, jakim jest "Tetris".

Ale dlaczego żółty?

Spójrzmy na innego autora znanego z minimalistycznego podejścia do koloru i mistrza w swoim fachu - Toma Gaulda. 

Tutaj mamy przykładową stronę z jego "Goliata", też pokolorowanego tylko jednym kolorem:





Gauld zdecydował się na brązowy. Ma to uzasadnienie wizualne i tematyczne. Wizualne, bo cały komiks rozgrywa się na burym pustkowiu. Dużo tu ujęć na nagie, smętne skały.

Tematyczne, bo "Goliat" na nowo opowiada znany mit o Goliacie i Dawidzie, który ma luźny kontekst historyczny. Kiedy myślę o historii, myślę o kolorze brązowym. Przez glebę, z której archeologdzy wykopują różne artefakty. Także w sztuce czyjeś wspomnienia często pokazywane są w odcieniach sepii - pochodnej brązu. Wspomnienia, czyli przeszłość. Historia.

Jeszcze lepiej kolory są dobrane w innym komiksie Gaulda, "Mooncopie":





Tym razem autor zdecydował się na dwa kolory: jasny szaroniebieski i granatowy. I znowu ma to świetne uzasadnienie wizualne i tematyczne. Granatowy pokazuje ciemny kosmos. A jasny szaroniebieski pięknie oddaje zimno wszędobylskiego w komiksie metalu i konstrukcji oraz robotów z niego zrobionych. A także nagiej, smętnej powierzchni księżyca.

A tematycznie, bo "Mooncop" to melancholijna opowieść o samotnym policjancie na pustoszejącym księżycu. A niebieski to  jeden z najsmutniejszych kolorów.

Dlaczego więc żółty?




Żółty, zwłaszcza ten jego odcień, to kolor radosny i ciepły. Pasowałby idealnie do opowieści o wakacyjnych perypetiach nastolatków. O pustynnych przygodach. O rodzinnym cieple.

Tymczasem "Tetris" to przede wszystkim opowieść o zawiłościach prawnych i korporacjach, które toczą ze sobą batalię o prawa do licencji na Tetrisa. O konflikcie ideologii kapitalizmu i komunizmu. O genezie jednej z najsławniejszych gier video.

Dlaczego żółty?



Strona 16



No to wróćmy do tych włosów.

Do zjawiska występującego w "Tetrisie", które nazwałem "schizofrenią fryzur".

Box Brown przedstawia wszystkie postacie występujące w komiksie bardzo jednolicie:





Rysowane prostą linią o jednakowej grubości. Z minimalną ilością detali. Czasami z plamami czerni.

Z wyjątkiem fryzur.





Styl rysowania włosów w tym komiksie podzieliłem na trzy kategorie:

KATEGORIA 1 - kształty




Dzieli się ona na dwie podkategorie - fryzura reprezentowana jako jednolita, czarna plama. I fryzura reprezentowana jako kształt nadany przez kontur, czasami z zaznaczonym pojedynczymi włoskami.

Ta kategoria sprawdza się najlepiej i jest najbardziej spójna z obraną stylistyką komiksu.



KATEGORIA 2 - Suchy pędzel




Fryzury namalowane za pomocą techniki suchego pędzla - wycieramy pędzel o kartkę z nadmiaru tuszu. Dzięki temu możemy uzyskać takie fajne, "brudne" linie.

Ta kategoria nie pasuje stylistycznie do reszty komiksu i wyraźnie odstaje.



KATEGORIA 3 - Kreski





Najgorsza kategoria.

Nerwowe kreskowanie bardzo kłóci się z resztą komiksu, który w większości jest rysowany czystymi, oszczędnymi liniami.

Nieporadnie nakładane kreski zdradzają też niedociągnięcia w warsztacie autora. Kreski w tych wypadkach są rysowane bez ładu i składu, bez jakiejś próby ich uporządkowania.

Zerknijmy znowu na chwilę na Toma Gaulda:





Zwróćcie uwagę na umiejętne kreskowanie i tonację, jaką wprowadza. Ciemniejsze plamy, jaśniejszy obszar na górze głowy misia.

Ach.

Mistrz przy pracy.

A teraz spójrzmy na to:





No nie.

Po prostu nie.

Taka fryzura może jednak mieć swoją funkcję. Nerwowe, chaotyczne kreskowanie włosów może wskazywać na rozchwiany stan emocjonalny, na zaniedbanie i zapuszczenie się. To jeszcze pasuje w przypadku ludzi prehistorycznych:





Wciąż nie jestem fanem tego rozwiązania graficznego, ale pasuje do brudnych, zapuszczonych jaskiniowców. Ale przy twórcy Tetrisa nie pasuje już kompletnie:





W komiksie jest on przedstawiany jako poukładany i kreatywny. Jasne, pracując nad Tetrisem mocuje się z wyzwaniami procesu tworzenia, ale nigdy nie przechodzi kryzysu. Koleś jest do tego stopnia poukładany psychicznie, że nie przeszkadza mu, że nie zarobił ani złamanego rubla na grze, na której jego państwo i wielkie korporacje nachapały się dzikiego grosza.

"Tetris" skacze tak od jednej kategorii fryzur do drugiej, jakby autor nie mógł się zdecydować. Czasami styl rysowania włosów zmienia się na przestrzeni jednej strony:




A czasami na przestrzeni jednego kadru:





Ma to jednak swoją zaletę. Postacie są rysowane w bardzo podobny sposób. Podobne sylwetki ciała, podobne twarze (jak widać powyżej), większość jest korpo, więc podobnie ubrani.

Jak w słabym anime, fryzura (a jeszcze bardziej styl jej rysowania) pomaga odróżnić od siebie bohaterów. A to właśnie jest największa bolączka całego komiksu, który serwuje nam hurtowe ilości podobnych postaci z tempem przeładowanej karuzeli. Przyznaję, że choć mi się nie podoba, styl fryzury twórcy Tetrisa pozwala łatwo rozróżnić go na tle hordy innych postaci.

Ale jeśli autor postanowił tak właśnie odróżnić od siebie bohaterów, to wybrał na to zły sposób.



Strona 19



Nie.





Nie. Po prostu nie. Nie można od tak sobie...




Czy ja pomyliłem komiksy?! Czy nagle zacząłem czytać "Fistaszki"?!

Dwa....dosłownie dwa kadry temu:





Dwa kadry temu, na sąsiedniej stronie, rysowane są dzieci w proporcjach zbliżonych do proporcji reszty postaci występujących w komiksie!

I nagle JEB:




Dlaczego?!

<rzuca papierami, wywraca stół w teatralnym akcie gniewu>

Nie mam już siły. Wystarczy tego.



Podsumowanie

Z całego tego tekstu wyciągnijcie dwie lekcje:

1. Rysując komiks obierzcie konkretny styl, najlepiej spójny z opowiadaną historią. I się go trzymajcie.

2. Jeśli już odchodzicie od narzuconego stylu, niech ma to jakiś cel.


Lektura "Tetris: ludzie i gry" Boxa Browna była dla mnie fascynująca. Po pierwszych kilkunastu stronach, pełnych stylistycznych sprzeczności, komiks nie zaskakuje już aż tak bardzo. Sprzeczności do tego stopnia są konsystentne, że stają się normą i nie zwracają już na siebie większej uwagi.

Ale co parę-paręnaście stron Brown zaskakuje czymś nowym. Jakiś dziwnym rozwiązaniem stylistycznym, które sprawia, że pytam - "dlaczego"?

Mimo wszystko komiks ostrożnie polecam, zwłaszcza zainteresowanym historią gier video. Podejrzewam, że większość z was nie jest tak obsesyjna jak ja i nie będzie nawet zwracać uwagi na wspomniane przeze mnie potknięcia. A ci równie obsesyjni mogą być także zafascynowani lekturą i wyłapywaniem różnych dziwnostek. "Tetris" jest dobry niejako wbrew autorowi. Historia losów jednej z najpopularniejszych gier video na całym świecie jest na tyle ciekawa, że przykuwa, nawet pomimo tego, że nie jest zbyt dobrze opowiedziana (ale to temat na cały osobny tekst).






wtorek, 17 marca 2020

Przygotowanie zeskanowanego rysunku do cyfrowego kolorowania




Czasami ludki pytają mnie, jak zmienić kolor lineartu.

Stąd poniższy poradnik, w którym krok po kroku wytłumaczę, jak przygotować zeskanowany obrazek do kolorowania, oraz jak wyodrębnić lineart na osobną warstwę przy użyciu Photoshopa.

Będzie nudno i bardzo technicznie.

1. Poziomy

 Mamy zeskanowaną stronę komiksu (lub cokolwiek tam sobie chcecie).




Nie ważne, jak dobry macie skaner - czernie wyjdą na skanie bledsze, niż na oryginalnym rysunku. Musimy je zatem podbić.

Wchodzimy w Obraz -> Dopasowania -> Poziomy (lub po prostu wciskamy ctrl + L). Wyskakuje nam takie okno:





Interesują nas tylko te trzy suwaki. Warto się nimi pobawić i znaleźć ustawienie nam odpowiadające. Zależnie od używanych technik i faktury papieru, preferowane ustawienia mogą się różnić.

Przede wszystkim chcemy, żeby czerń lineartu była jak najczarniejsza, a jednocześnie żeby na stronie zostało jak najmniej syfów i żeby faktura papieru kompletnie zniknęła.
 
Przy komiksach wytuszowanych cienkopisami, mazakami i tuszem zwykle ustawiam:

- lewy suwak na 40
- środkowy suwak na 0,4
- prawy suwak na 220-230




Jeśli przy rysowaniu komiksu używamy lawowania (uzyskania efektu szarości za pomocą tuszu rozcieńczonego z wodą, akwareli czy czegokolwiek innego) ten krok może być nieco trudniejszy. Bardzo łatwo wtedy zgubić co bardziej subtelne szarości. Dlatego polecam się nie pitolić i robić konkretne szarości, zamiast szarych westchnień.

A tak wygląda stronka po ogarnięciu poziomów. Czerń jest już bardziej konkretna.






2. Wyodrębnienie lineartu

Wasze okienko warstw obecnie prezentuje się tak:




Kłódeczka oznacza, że warstwa jest częściowo zablokowana. Więc zróbmy z niej normalną warstwę (wystarczy kliknąć kłódkę) i nazwijmy ją "lineart". Albo jak tam sobie chcecie.

Tworzymy też nową warstwę i dajemy ją na sam dół. Nazwę ją "bg" (skrót od background). Powinno to wyglądać teraz tak:





Upewniamy się, że mamy zaznaczoną warstwę z lineartem i wchodzimy w zakładkę kanałów (jeśli jej nie ma, to wywołujemy ją do tablicy przez Okno -> Kanały). Tam klikamy w kółeczko narysowane przerywaną linią w pasku na dole.





To zaznaczy nam każdy biały piksel na wskazanej warstwie - czyli wszystko poza lineartem. Wciskamy Delete i bam - wyodrębniliśmy lineart na osobną warstwę.





Szaro-białe kwadraciki tradycyjnie oznaczają pustkę. Nie ma tam żadnych pikseli.

Wchodzimy we wcześniej przez nas utworzoną warstwę "bg" i wypełniamy ją całą na biało (np. zaznaczając cały obrazek poprzez wciśnięcie ctrl+A, wybranie narzędzia zaznaczania prostokątnego, kliknięcia prawym przyciskiem myszy na obrazku i wybraniu opcji "Wypełnij").





Na koniec jeszcze tylko znowu wybieramy warstwę linearta i blokujemy przezroczyste piksele (o tym co to dokładnie jest - później), czyli wciskamy przycisk w kształcie szachownicy po lewej w oknie warstw.





Zaznaczamy cały obrazek (ctrl + A) i wypełniamy go czernią.





I bam! Mamy to! Wystarczy wyczyścić lineart ze wszystkich syfów (nie zapomnijcie odblokować warstwy!) i komiks jest gotowy do kolorowania!


3. Kolorowanie linearta

Jak już mamy lineart na osobnej warstwie, to możemy łatwo zmienić jego kolor. A wszystko to dzięki jednemu z najlepszych przyjaciół kolorysty, czyli wspomnianemu przyciskowi blokowania przezroczystych pikseli.







Kiedy warstwa jest w ten sposób zablokowana, to znaczy, że możemy mazać TYLKO na pikselach, które na niej występują.

Mamy na przykład takiego czerwonego ludzika. Ludzik jest na osobnej warstwie. I białe tło jest na osobnej warstwie.





 Tak wygląda mazanie pędzlem po niezablokowanej warstwie z ludzikiem:




A tak wygląda mazanie pędzlem po warstwie z ludzikiem, na której zablokowane są przezroczyste piksele:





Dzięki wyodrębnieniu lineartu na osobną warstwę możemy łatwo zmienić jego kolor.





I tyle. ¯\_(ツ)_/¯




piątek, 4 stycznia 2019

Zaroślak 2018 - LARP Festiwal Sztuki


 W Rzeszowie za oknem leży śnieg. To idealna okazja do powspominania wakacyjnych przygód w Borach Tucholskich i nadrobienia zaległego wpisu na Kreskotok.

 II turnus Zaroślaka 2018 był unikalny pod jednym względem - przyjechałem na obóz z napisanym LARPem o sztuce - sztuce przez duże, małe i każdorozmiarowe S. Celem LARPa było zachęcenie dzieci i młodzieży do unurzania się po łokcie w różnych artystycznych mediach, ale też zachęcenie do dyskusji o sztuce i krytycznym o niej myśleniu.

Sekretnym celem było wymalowanie jakiegoś dziecka farbą od stóp do głów, żeby wbiegło w pełnym pędzie na kartkę rozwieszoną na ścianie. To akurat się nie udało.

Ale wszystko inne na pewno.



~~ FESTIWAL SZTUKI ~~

W tajemnicznym i urokliwym lesie, raz na sto lat, odbywa się największy na świecie festiwal sztuki. Zjeżdżają na niego najzdolniejsi z artystów (czyli gracze) ze wszystkich zakątków globu, by pod czujnym okiem dyrektora festiwalu i konkursowego jury walczyć o tytuł arcymagistra sztuki!

Czego artyści nie wiedzą, to że pod maską dyrektora festiwalu skrywa się sam Apollo, a jurami konkursu są muzy we własnej osobie. Sekretnym celem samego festiwalu jest wyłonienie nowych muz spośród najzdolniejszych artystów świata, by poprzednie muzy przekazały swe maski nowym, a sztuka wciąż tętniła życiem i rozwijała się.

Jednak w czasie inauguracji festiwalu dochodzi do tragedii! Muza muzyki pada martwa - otruta! Na miejsce zbrodni przybywa inspektor, który ma pomóc w rozwiązaniu tajemniczego morderstwa. Podejrzenie pada na konkursowe jury, z dyrektorem festiwalu włącznie.



Ciocia Zochan - liderka Driad i wujek Wojtuś - lider Gwiazd. W tle w masce czaszki idzie wujek Fen - muza Poezji.

 Przybyli na festiwal artyści należą do jednego z czterech kolektywów artystycznych:

- DRIADY - Miłośnicy flory i fauny. Wierzą, że sztuka to siła pozytywnej energii, a każdy z nas ma drzemiącego w sobie artystę.

- MROCZNI - Wszystkich nas łączy śmierć, przed której obliczem jesteśmy równi. Artyści z tego kolektywu nie boją się obnażać w swej sztuce ukrytych prawd i osobistych lęków.

- ODERWANI - Artyści doszukujący się sensu w abstrakcji i chaosie. Wszystko jest sztuką i sztuka jest wszystkim!

- GWIAZDY - Wierzą, że tylko nieliczni boscy pomazańcy zasługują na tytuł artysty, a sztuka powinna być stawiana na piedestale i odpowiednio czczona.




Ciocia Oluta jako muza komedii i ciocia Żurek jako muza tragedii cały dzień drałowały młodych aktorów na scenie.

 Głównym zadaniem graczy w trakcie LARPa było - oczywiście - tworzyć. Mogli to robić na jednej z czterech stacji - stacji malarstwa, stacji rzeźby, stacji teatru i stacji poezji. Każdy z jury pomagał, doradzał i dyskutował o sztuce na swojej stacji, jednocześnie wypatrując bacznie godnych następców swojej maski.




 Zakończenie LARPa. Dyrektor festiwalu sztuki (ja) z tyłu. W tylnym rzędzie kadra jako stare, zdemaskowane muzy, a z przodu najzdolniejsi artyści przywdziali maski i stali się nowymi muzami. Od lewej do prawej - stara i nowa muza malarstwa, muza poezji, muza rzeźbiarstwa, muza tragedii, muza komedii i muza muzyki.


 

 Jednym z tematów, które chciałem poruszyć na LARPie, była komercjalizacja sztuki vs "sztuka dla sztuki". Jednym z NPCtów, którzy poruszali ten temat, był wujek Kapi, który kręcił się po terenie festiwalu jako bogaty biznesman, który gardził artystami i uznawał posiadanie obiektów sztuki wyłącznie jako wyznacznik statusu. Nagabywał artystów do tworzenia jego portretów, popiersi i poezji pochwalnej. Wszystkimi pomiatał, wtrącał swoje trzy grosze i się wymądrzał, ale płacił najlepiej ze wszystkich NPCów. Na zdjęciu stoi ze swoją podobizną. W tle widać wiaty, pod którymi była stacja rzeźby.





 Po LARPie biegało paru NPCtów, których głównym celem było zachęcenie graczy do dyskusji o sztuce. Jednym z nich był wujek Siódmy, który wcielił się w redaktora czasopisma "Niezła Sztuka". W czasie trwania całego LARPa miał za zadanie stworzyć specjalny numer festiwalowy. Płacił za pisanie recenzji dzieł stworzonych przez innych artystów. Na zdjęciu powyżej oryginał festiwalowego numeru "Niezłej Sztuki", z okładką stworzoną oczywiście przez jedną z graczek.







 Innym NPC mającym na celu rozpoczynanie dyskusji o sztuce był wujek Pet, który wcielił się w dziennikarza kulturalnego. Przeprowadzał wywiady z artystami i wypytywał o ich dzieła, motywacje i przemyślenia na temat sztuki. Najbardziej interesującym rozmówcom rozdał zaproszenia na panel dyskusyjny o sztuce, który odbył się na żywo w studiu telewizyjnym. Na zdjęciu wujek Pet przy mikrofonie przedstawia publiczności siedzących po jego bokach, zaproszonych do studia artystów.


 

Ciocia Bakłażan (po lewej) w czasie LARPa miała za zadanie stworzyć nowy kolektyw artystyczny - Dadaistów, do którego aktywnie rekrutowała artystów z innych kolektywów. Całe przedsięwzięcie zakończyło się wielkim sukcesem. Na zdjęciu powyżej jeden z performansów Dadaistów - oblewanie się czerwoną farbą i tarzanie po płótnie.

Moje ulubione wspomnienie z całego roku to patrzenie, jak jedna z artystek, w samym stroju kąpielowym, cała umazana czerwoną farbą, w pierwotnym, zwierzęcym przykucu i gorączką w oczach pisze na tej wielkiej kartce markerem "DADA DADA DADA DADA", podczas gdy inna artystka, też w stroju kąpielowym, też cała czerwona, z radosnym uśmiechem i ze skocznym pląsem gra smyczkiem jednocześnie na gitarze i skrzypcach, a wszyscy dookoła tańczą, klaszczą i śpiewają "DADA DADA DADA DADA".




 Na czas LARPa obozowa stodoła przeistoczyła się w galerię sztuki, w której artyści mogli sprzedawać swoje dzieła. W czasie eleganckiego wernisażu dadaiści zorganizowali paradę i uroczyście wnieśli do galerii klozet.



 Zwykle na Zaroślakowych LARPach jestem NPCem przykutym do jednego miejsca, czy to siedzę na tronie, czy przewodzę jakiejś frakcji, czy jestem szaleńcem siedzącym pod drzewem. Widzę tyle LARPa, ile do mnie przyjdzie.

Ale tym razem, jako dyrektor festiwalu, byłem wolnym duchem. Mogłem krążyć, obserwować i dyskutować o sztuce z graczami. I gdy tak łazikowałem, autentycznie czułem się jak na festiwalu sztuki. Idąc przez skąpane w słońcu pole w stronę stacji malarstwa widziałem w oddali stojących przed zbitymi z kilku patyków sztalugami artystów, którzy zapalczywie malowali. Po prawej widziałem scenę, na której inni artyści odgrywali scenkę, raz po raz słysząc rzucane przez muzy tragedii i komedii uwagi i żarty. Mijałem graczy, którzy szli spokojnie, trzymając swoje gotowe dzieła, idąc czy to do galerii, żeby je sprzedać, czy do namiotu, żeby je sobie zatrzymać.

To był mój ulubiony LARP, na jakim byłem.

Tak, wiem, że sam go zorganizowałem.

Jestem pod tym względem trochę stronniczy.



No i tak, wpis na Kreskotok o Zaroślaku nie może obyć się bez skanów szkicownika. Z roku na rok rysuję na Zaro coraz mniej, bo i coraz mniej czasu na rysowanie znajduję. Pewnie dlatego, że na obozie zwykle udaje mi się zajrzeć do szkicownika głównie na zajęciach z rysunku, które organizuję coraz sporadyczniej. Ale za to pobawiłem się kredkami i bardzo mi się podobało.



 



A za oknem leży śnieg.