
Poskąpię wam własnej, pisemnej relacji z Komiksowej Warszawy 2010. Dość powiedzieć, że jak zwykle na tego rodzaju festiwalach było pysznie. Zjechało się jeszcze więcej znajomych niż zwykle, co miało swoje minusy, bo nie zdołałem ze wszystkimi porozmawiać. Bywa. Za to poznałem sporo nowych ludzi, nawet, jeśli wymieniłem z nimi tylko parę słów i gestów. Bywa i tak.
Komiksów nakupowałem, piwa nawypijałem, z Koko mieliśmy nawet dance-off. Było świetnie i mam nadzieję, że na BFK, który już w czerwcu, będzie jeszcze lepiej.
Relacji słownej nie napiszę, ponieważ już dość ich napisano. Macie jedną z Gildii, fotorelację Ziniola i Gniazda Światów, wrażenia Haku na jego blogu, hell, macie nawet relację mówioną. Niedawnopowstały podcast Komiksowy Tea-Time przeprowadził kilka krótkich wywiadów, w tym ze mną, z Asu i z Koko.
Sam zdjęć też co nieco napstrykałem. Więc możecie zobaczyć, jak to festiwal wyglądał oczami Gdańszczan.
Ale na Kreskotok wchodzi się nie po zdjęcia czy słowotoki, ale po kolektywnie cyzelowane komiksy i losowe bazgroły. Tego mamy aż w nadmiarze.
Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, pierwszy wspólny komiks zaczęliśmy trzaskać już w pociągu zmieżającym do Warszawy. Dwa wagony wypełnione po brzegi kibicami i ubzrojonymi po zęby policyjnymi oddziałami prewencji (patrolujących korytarze pociągu z shotgunami!) zmusiły nas do przesiedzenia siedmiu godzin na podłodze wagonu, tuż obok toalety. Szampańsko.
Dlatego też rysunkową relację z KW zaczniemy od kronik podróży naszego Gdańskiego poselstwa, składającego się ze mnie, Mośka, Luny, Brzoza i Iquorka. Relacja, przyznaję, jest dość chaotyczna i hermetyczna, ale komiks to komiks, a ich nigdy dość.
Na dniach dalsza część rysunkowej relacji z imprezy i jeszcze więcej bazgrołków.


Obraz pod tytułem "Brzozo poległy"

Portrecik Panny N, autorki webkomiksu "Konstanty wraca do domu", zrobiony przeze mnie. Panna przyniosła na festiwal masę własnoręcznie zrobionych, wyśmienitych ciasteczek. Pysznie.

Spell i Buka by Kater. I tak, ta czekolada była z Lwowa. Mam światową siostrę.
