poniedziałek, 3 października 2011

Relacja z MFKiG 2011



Denerwują mnie ludzie, którzy stoją na czerwonym świetle, kiedy ulica jest tak pusta, że gdybyś krzyknął "czego stoisz debilu?!", usłyszałbyś echo.

Ale to opowieść na kiedy indziej.

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi był chyba najlepszym wydarzeniem komiksowym, na jakim miałem przyjemność być tego roku. Wystarczyło rzucić kamieniem w którąkolwiek stronę, a trafiło się przyjaciela. Chora liczba przepięknie wydanych komiksów, które krzyczały "kup mnie!" ze swych stoisk, jak w jakimś psychodelicznym filmie, do tego po przecenie, jakby były stojącymi na rogu dziwkami, które cenią się za nisko, bo są nowe w tym biznesie. Pogoda tak piękna, jakby organizatorzy festiwalu kupili ją od samego Diabła za swe upaćkane tonerem i niebieskim długopisem dusze. To było jak wesołe miasteczko - tyle rzeczy do zrobienia, że porzygasz się z niezdecydowania jeszcze zanim wejdziesz na kolejkę górską, a po chwili już opuszczasz je kolorową bramą, za pamiątkę mając jedynie chudą torbę komiksów, które przeczytasz, by potem zbierały kurz na półce. Jestem autentycznie naćpany pozytywną energią i przyjaźnią. Wciąż jeszcze jestem w narkotykowym transie, oglądając się przez ramię i widząc zarys kolejki górskiej i słysząc niewyraźne echo śmiejących się dzieci, przerywane spontanicznymi, ale pełnymi entuzjazmu odgłosami rzygania. Cała ta relacja została napisana i narysowana z wielkimi źrenicami, nerwowym drapaniem po ramieniu i pociąganiem nosa. Smark.


Wracając jeszcze do warsztatów Ramona Pereza. Czemu wszyscy komiksiarze wykazują się taką rażącą niekompetencją, kiedy przychodzi do festiwalowych warsztatów? Nie, nie chodzę na wszystkie warsztaty (np. nigdy nie byłem na corocznych warsztatach Rosińskiego), ale te, na których byłem, prawie zawsze zaczynały się od katastrofalnego zdania. Zdania, którego nie chcesz usłyszeć, gdy przychodzisz na warsztaty - "Cześć. Nie przygotowałem się. To co checie robić?". JEZUSA MAĆ! Wiem, że w godzinę - dwie trudno cokolwiek zrobić. Ale chociaż róbcie dobrą minę do złej gry. Udawajcie profesjonalistów, którymi jesteście i pokażcie, że wiecie, co robicie. To tak, jakby przyjść na koncert ulubionego zespołu i usłyszeć "no siema ludzie, to co checie, żebyśmy zagrali?". To rozgrywa się zawsze tak samo - prowadzący komiksiarz przychodzi nieprzygotowany. Opowiada o swojej twórczości. Pokazuje jakieś swoje prace. Po czym coś tam rysujemy od biedy.
Chyba trzy lata temu. BFK. Warsztaty ze Śledziem. Ta sama sytuacja. Nie wiedział, co z nami zrobić. Człowiek wybrnął dzięki swojemu nieodpartemu urokowi osobistemu.
KRL. Skarb Polskiego komiksu. Dwa lata temu, też BFK. Nie rysowaliśmy nic, pokazywał nam na projektorze tylko i wyłącznie swoje prace (mam słabą pamięć i mogło to być zwykłe spotkanie, a nie warsztaty, jeśli tak, to zwracam honor i całuję stopy).
Tegoroczne MFK. Ramon Perez nie ma pojęcia, co ma z nami począć. Pyta się nas, co chcemy zrobić, jak sprzedawca odkurzaczy, który pyta klienta o to, jakie końcówki oferuje, bo zapomniał katalogu. Pokazuje swoje plansze, opowiada o swojej twórczości. Po czym rysujemy po prostu 6ścio kadrówkę (co było fatalnym wyborem jak na 40 minut czasu, który nam został. Byłem zwolennikiem rozmowy o designie postaci), po czym popełnia kolejny błąd - rysuje swoją własną 6ścio kadrówkę. Szewc boso chodzi, a prowadzący warsztaty powinien ciągle chodzić po sali, rzucać okiem, słowem i poklepywaniem po plecach.

Triumwirat Gdańsko - Łódzko - Warszawki. Od lewej Monika, Magda, Luna, Igor, Imana, Ret, Ceitrzew i ramię Mirzki.

Wszystkich wyżej wymienionych szanuję jako twórców. Znam ich osobiście lepiej lub gorzej (raczej to drugie). To solidni wyrobnicy i świetni artyści, a do tego astronomicznie sympatyczni ludzie. Ale tylko potwierdzają zasadę, że jeśli robisz coś dobrze, to niekoniecznie znaczy, że umiesz także nauczyć tego innych.

Na koniec wywodu dodam jeszcze, że najlepsze warsztaty, na jakich kiedykolwiek byłem, były z pisania mainstreamowych scenariuszy i były prowadzone przez Edvina Volińskiego, scenarzystę serii "Biocosmosis". Były rzeczowe i dowiedziałem się z nich naprawdę wiele o poprawnej konstrukcji scenariusza głównego nurtu, czy to komiksowego, czy filmowego.


Tak, zapłaciłem za komiks, który mnie obraża. Zdjęcie by Oloss.

Na festiwalu pełną parą ruszyła nowa inicjatywa wydawnicza Brzoza i Skarży pod Cwelową Banderą. Na ich stoisku można było zakupić pierwszy numer nowej serii "Keft", do którego dodawany był za darmo drugi numer "Hałabały" oraz kilka innych komiksów i zinów. Jeszcze nie czytałem, ale wyglądają och tak dobrze. Więc wpadnijcie na ich stronę i wesprzyjcie za te kilka przysłowiowych złotych polski komiksowy underground! Tylko nie mówcie, że przysłała was Kongregacja.

Parapetówka u Reta, dr. Agona i Spierka. Oluta i Achaja polują na dzikiego Żubra.
Wygrzewam sobie miejsce.
Spotkanie z autorami Człowieka Bez Szyi. Od lewej - Brzozo, ja, Piotrek, Igor, Mazok, dumny ojciec Rafał i prowadzący spotkanie Jam Łasica.
Kryć się, Imana trzyma niewidzialną wyrzutnię rakiet i celuje w autorów CBSa!
Pierwsza tura wyboru miss MFKiG na afterparty. Od lewej Imana (bohater!), ktoś, Igor i Dem.
Dem z dumą stoi obok swej miss.
Oluta drałuje Józefinę.
Biłem się na misski z Ojcem Rene! Obaj przegraliśmy.
Runda mistrzów, a w niej Eduardo Risso.
I Simon Bisley, który wg. Brzoza jest rock'n'rollowcem w wersji komiksowej. Był uroczy w swym chamstwie, dopóki nie zaczął bazgrać bo pracach konkurentów. Wtedy urok zniknął i ostało się samo chamstwo.
Demon parkietu Quaz ze schizmą.
Plotki i knucie nad piwem. Od lewej Brzozo, Cyryl, Skarża i Kikas.
Piotrek wygrał konkurs na rysunek miss MFKiG i odjedzie do domu nowiutkim BMW (batteries not included).
Ret, jak dla mnie drugi po Imanie, bohater festiwalu, wraz ze swa nową partnerką, Okrutną kulą.
Koniec przedstawienia, kurtyna w dół! Byczes.

 Dziękuję WSZYSTKIM, z którymi bawiłem się wybornie na tegorocznej eMeFCe, szczególnie Warszawie i Łodzi, oraz tym, którym udało mi się tylko uścisnąć dłoń i wymienić kilka przyjaznych słów. Bez was stoiska z komiksami stałyby puste, dancefloor by nie płonął, a beton znany byłby tylko jako termin budowlany. Dzięki i do zobaczenia znowu na Komiksowej Warszawie!

Wszystkie zdjęcia z mojego gównianego aparatu możecie znaleźć ->tutaj<-.

Ale goręcej polecam eMeFKowe zdjęcia Olossa, które są fotograficzną ucztą. ->tam<-

A Quaz zrobił bardzo zgrabną videorelację z festiwalu, do wglądu ->tam dalej<-.


36 komentarzy:

  1. dobre!!! tyle, ze kolec jest cyrylem

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Tobie jestem w ogóle na zdjęciach!:D (choć nie mam pojęcia jak to się stało, że mierzę w CBS)

    Ja chcę kopię tej rysunkowej relacji!Kocham to, muszę mieć to na ścianie <3.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolec jest Cyrylem, to nie ramię, a pierś Mirzki i chyba dobre warsztaty zawsze wysmażają na BFK Olga Wróbel i/lub Daniel Cha. ale to informacje z drugiej ręki, bo ich warsztaty są w niedzielę rano o nieludzkiej godzinie zgon.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje w tym roku były słaaaabe. Ale świetne zrobił na BFK dwa lata temu Oliver Schrauven moim zdaniem. Rysowaliśmy komiks na wstędze Moebiusa i było to ciekawe, wyjść poza płaską przestrzeń kartki tak, żeby to miało sens.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bomba relacja, total szacun jak zawsze. Dzięki za narysowanie moich włosów jako sterczące, mimo że wciąż opadały :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozmawiałam z Perezem o tych warsztatach (albo stałam obok, kiedy ktoś rozmawiał) i on mówił, że to trochę porażka ze strony organizatorów, bo on przyjeżdżając nie wiedział, że coś takiego jest w planach. Na miejscu mu powiedzieli, że hej Ramon, masz warsztaty. Kiedy zapytał z czego i co on tam ma właściwie robić, organizatorzy generalnie wzruszyli ramionami, poklepali go po plecach i poszli dalej. Jeśli miał jakiś czas na przygotowanie się w ogóle, to było pewnie maksymalnie kilka godzin, a kto by na MFK przygotowywał warsztaty, kiedy obok tyle komiksowej dobroci.

    I zgadzam się, że tegoroczne MFK obfitowało w komiksową dobroć i PRZYJAŹŃ. Do tego stopnia, że czuję, że je zmarnowałam. I to nie dlatego, że się nudziłam, kiedy obok coś się działo - ale działo się tyle, że choćbym była aktywna cały czas, biegała po tych panelach i warsztatach i po giełdzie i po przyjaciołach, to nadal ominęłoby mnie miliard atrakcji. To bardzo dziwne uczucie niedosytu.

    Cieszę się, że w rysunkowej relacji nie ma ciotek.

    @koko - stary, twoje włosy dzielnie walczyły z siłą grawitacji przez całą sobotę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spodziewałam się, że znajdę tutaj zdjęcie swojej twarzy i to jeszcze z tak głupią miną ;P Ale ogólnie to dzięki za fajną imprezę.

    OdpowiedzUsuń
  8. chyba wiem dlaczego nie rysowaliśmy na moich warsztatach. bo były o riserdżu do scenariuszy i o błędach fabularnych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mogłam się tak dobrze bawić gdyby nie jacyś cwele.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeja. jestem na Ramonie!
    to był mój drugi festiwal komiksu, a już planuję, jak koniecznie być na wszystkich następnych :D
    fantastycznie się bawiłam, poznałam masę cudownych ludzi, naczytałam się komiksów i chcę cofnąć czas.

    Spell, super ci wyszła ta rysunkowa relacja ^-^

    Koko, twoje włosy absolutnie przeczyły zasadom grawitacji, więc nie smędź :p

    OdpowiedzUsuń
  11. Skarża - Damn, wiedziałem, że wyglądał mało Kolcowo. Już poprawione!

    Imana - Mogę Ci dać oryginał, żebyś sobie skserowała.

    Olga - Komiks na wstędze Moebiusa? To brzmi naprawdę, naprawdę świetnie.

    Koko - Dude, Twoje włosy ciągle tak sterczały, że miałem ochotę postawić Ci na głowie jabłko.

    Luna - Niech to szlag, w takim razie moje marudzenie jest zupełnie nieuzasadnione. Ale i tak widać było, że człowiek nie umie prowadzić warsztatów.

    KRL - W takim razie całuję stopy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Spell, znasz kogos, kto umie poprowadzic warsztaty, jeśli nie wie dość wcześniej, że ma to robić?

    OdpowiedzUsuń
  13. To MFK było najlepszym konwentem, na jakim byłam. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Luna - Wystarczy po prostu sprawiać wrażenie, że wiesz, co robisz, chodzić po sali dając wskazówki, zamiast kryć się za sztalugą, rysując własny komiks i nie dawać do narysowania 6ścio kadrówki, kiedy do końca zostało 40 minut. C'mon. Bez przygotowania nie da się zrobić niesamowitych warsztatów, ale można obyć się bez porażki.

    OdpowiedzUsuń
  15. To są naprawdę podstawy, Luna, które nie wymagają żadnych przygotowań.

    OdpowiedzUsuń
  16. chwilami było zabawnie, chwilami było strasznie.
    miałem koszmary senne

    OdpowiedzUsuń
  17. W relacji zabrakło tej sekwencji gdy najpierw wyobracałeś koleżankę na parkiecie, potem upuściłeś ją na podłogę i... uciekłeś. W sumie dobry pomysł na pasek.

    W momencie gdy Twoja taneczna partnerka glebnęła o podłogę, prawie wyssałem plomby!

    Relacja bombowa! Dzięki za zjawienie się na wernisażu!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ej, faktycznie, teraz już wiem skąd mam tego siniaka na pół nogi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wait, what? Nie pamiętam, żebym glebał Imanę, a potem uciekał :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Trzymałeś mnie na barana, zakręciłeś się w kółko i później wywaliłeś!

    OdpowiedzUsuń
  21. Tzn, ale chyba nie takie na ramionach, tylko jakoś inaczej, bo pewnie by mnie połamało.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nagrałem relację z MFKiG http://odpadumyslowy.blogspot.com/2011/10/odpad-dzwiekowy-no1.html

    OdpowiedzUsuń
  23. @Imana To co tam wyczynialiście to było jak wycięta scena z jakiegoś ju ken dens.

    ale ta ucieczka... to było SŁABE!

    OdpowiedzUsuń
  24. @Maciej To może jednak nie byłam ja, bo ja pamiętam tylko niezgrabne próby utrzymania równowagi, które skończyło się podłogą :D.

    Hej, Spell. Ta fotka opisana jako "Imana mierząca w CBS" jest z panelu Kolca :D. Mam na ręce numer telefonu, więc jest po 17, a zdjęcie było robione przez Ciebie. Monika mnie chyba wtedy pytała co mam na ręce.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzięki. To jednak miło być docenionym i wiedzieć, że są ludzie, dla których warto się przyłożyć. Jeśli nie macie mnie jeszcze dość, to polecam się na BFK.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. @Imana - Zaręczam, że z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Spell - takie podstawy wymagają jakiegoś przygotowania jednak. Ty bywasz na warsztatach może, to wiesz, czego oczekujesz, co się sprawdza, a co nie. To jest przygotowanie. Ramon Perez nie musi znać podstaw prowadzenia warsztatów, jeśli na takich nie bywa i nie wie, że oczekuje się od niego ich prowadzenia. Just sayin'.

    Żałuję, że nie widziałam, jak Spell rzuca Imaną o ziemię :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Maciej i Imana - Ja niczego takiego nie pamiętam :0. Ale może faktycznie chodzi o zrobienie czołgu z Olutą.

    @Edvin - Cała przyjemność po mojej stronie.

    @Luna - Luna. Wystarczy chodzić na jakiekolwiek zajęcia z rysunku żeby wiedzieć, że prowadzący sam nie rysuje, tylko czuwa. Wystarczy mieć minimalne wyczucie profesjonalizmu, żeby chociaż udawać, że się jest przygotowanym i wie, co się robi. Zamiast rzucać pytanie w salę "co checie robić?", powienien spojrzeć na zegarek i zadecydować, co jest najlepsze. Ktoś rzucił z sali "character design", co było o wiele lepszym pomysłem.
    Nie trolluję ludzi na gali rozdania nagród, że odbierając swoje nagrody stali na scenie dupą do widowni, bo jednak trzeba mieć minimalne wyczucie teatralne.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dobra, ludzie, już wiem!

    @Maciek, Oluta ze Spellem w pewnym momencie zrobili ten taki wywijaniec, który wyglądał jak gąsienica od czołgu. Widziałam to z daleka więc nie wiem jaki był tego finisz.

    A osoba która się na mnie wywaliła w przypływie przyjaźni to Oluta!
    Ha

    Zagadka rozwiązana!

    OdpowiedzUsuń
  31. ale trzeba to przyznać: musimy częściej chodzić tańczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  32. i tak przygoda z retem najlepsza

    OdpowiedzUsuń
  33. @wygleba - Nie. To na 100% nie była Oluta. Tajemnicza sprawa. W sam raz do drugiego KEFTA!

    OdpowiedzUsuń
  34. @Maciej

    To ja już nic nie wiem D:.

    OdpowiedzUsuń
  35. To mój zły brat bliźniak, który po całym zajściu zakręcił wąsem i odleciał balonem, śmiejąc się złowieszczo na tle piorunów!

    OdpowiedzUsuń
  36. Warsztaty z Mawilem rok temu były spoko. Przygotował się na szybko ale dał radę.

    OdpowiedzUsuń