Powyższy dowcip jest tym zabawniejszy, jeśli kiedykolwiek opiekowaliście się grupą dzieci.
Wczoraj skończyłem wspomniany powyżej kurs. Prowadzący go to ludzie o olbrzymim doświadczeniu, mający gadane i potrafiący podtrzymać uwagę słuchacza mówiąc nawet przez 10 godzin (bo tyle średnio trwały zajęcia w sobotę i niedzielę).
Jeśli powyższy kurs mnie czegoś nauczył, to zdecydowanie tego, że dobry wychowawca powinien wiedzieć dwie, bardzo ważne rzeczy - kiedy bierze odpowiedzialność za dziecko a kiedy nie i jak ją zrzucić na kogoś innego (żonglerka odpowiedzialnością), oraz kiedy poruszać się na marginesie prawa, a kiedy je po prostu olać.
Np. ja, jako wychowawca kolonijny, nie mam prawa wydać dzieciom piłki. Albo przeprowadzić im porannej rozgrzewki. Czemu? Bo nie mam uprawnień instruktora sportowego. Nie mogę nawet zagrać z dziećmi w szachy, bo szachy są oficjalnie uznane za sport. Ergo, nie mam kwalifikacji. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy niedługo nie zakażą nam prowadzenia zajęć plastycznych bez wcześniejszego ukończenia ASP.
Co robi wychowawca? Oczywiście, wydaje piłkę. A jeśli dziecko złamie sobie kopiąc ją nogę, nikt nie będzie miał do niego pretensji (chyba, że zdarzy się to przez jawne zaniedbanie wychowawcy). Wypadki się zdarzają. Prawo to zostało dostosowane do norm Unijnych. Kraje zachodnie mogą sobie pozwolić na zatrudnienie kiści instruktorów od różnych dziedzin sportowych, Polskie kolonie nie, a jeśli nawet, to po co? Tyle lat się bez nich obchodziły.
Nie mamy prawa chodzić po autokarze. Ale i tak po nim chodzimy, bo te co bardziej rozentuzjazmowane jednostki trzeba przychamować, a do tych cierpiących na chorobę lokomocyjną trzeba biec z siatką.
Widzimy, że dziecko się natarczywie drapie po głowie. Zakładamy najgorsze - wszy. Ale nie mamy prawa sprawdzić mu głowy. Co robimy? Prowadzimy dzieci do lasu. Po wyjściu z lasu mamy prawo sprawdzić, czy nie mają kleszczy. Przy okazji sprawdzamy głowę. Problem rozwiązany.
Inne ciekawostki - nikt nigdy nie sprawdza, czy wychowawca nie ma przeszłości kryminalnej. Bo nie ma takich wymagań. Zdażyło się, że kurs zrobił pedofil, który już raz został skazany. Pojechał na kolonie i robił to, co pedofile lubią robić najbardziej. Tym razem zamknęli go na dobre, ale co sobie podotykal, to jego.
Kurs na wychowawcę kolonijnego nigdy nie ulega też przedawnieniu. Zwyczajnie nie istnieją procedury cofające to uprawnienie. Możesz wyjść z więzienia po 5 latach za napad z bronią i wciąż jesteś wychowawcą.

Co się nasłuchałem o wypadkach i martwych dzieciach, to moje. Zgarnąłem resztkę entuzjazmu i optymizmu szufelką i włożyłem do słoika. Co będzie, to będzie. To ciężka i odpowiedzialna robota, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, za psie pieniądze. Ale uwielbiam to i w tym roku także się wybieram na obóz, tym razem jako pełnoprawny wychowawca, a nie praktykant. Karmią cię, masz gdzie spać, las obok, non stop na świeżym powietrzu, rysujesz i grasz z dziećmi w RPGi i jeszcze Ci za to płacą. Żyć, nie umierać. Serce rośnie, jak myślę, że wychowuję kolejne pokolenie nerdlingów i patrzę, jak rosną.