wtorek, 12 listopada 2013

Księga Zaklęć 3# Gruby kapłan



 Moja pierwsza postać. Hmm. Wspomnienia.

RPGami zaraziłem się jako kolonista na obozie, na którym teraz jestem wychowawcą i gram z dzieciakami w RPGi. Koło się zatacza. Przekazuję RGPowego bakcyla kolejnym pokoleniom, z dumą patrząc na taśmowo wyjeżdżających z obozu nerdów. Przyjeżdżają jako chłopcy i dziewczynki, które myślą, że gra może być tylko albo video, albo planszowa. Dwa lata później opowiadają historie o tym, jak prowadzą sesje kumplom.

Fabryka nerdów.

Powyższa postać to kapłan Morra, boga śmierci, z systemu "Warhammer", który przez dekady niepodzielnie króluje na moim obozie. Zabijcie mnie, nie wiem, jak miał na imię.

A w sumie to pewnie akolita, bo kapłan to klasa zaawansowana. Ale zawsze myślałem o nim jak o kapłanie.

I w sumie to nie pamiętam, czy był kapłanem Morra. Czy jakiegoś innego boga. Ale oczyma wyobraźni widzę małego siebie wertującego rozdział o bogach i trafiającego na boga śmierci - "łaaaaał, bóg śmierci! I jest dobry i w ogóle, i jego kapłani są poważni i milczący i nienawidzą nieumarłych, ale ekstra!". Tak, to pewnie mniej więcej tak wyglądało.

Jak widzicie, niewiele z tej postaci pamiętam. Większość, co o niej wiem, wiem od Oluty (którą możecie znać z mojej "Terapii"), z którą zaczynałem RPGową przygodę ramię w ramię. Wiem, że kapłan był gruby, w sile wieku, nie miał oka, jednej nogi i seplenił.

Z czym wiąże się zabawna historia, bo Oluta wspomina, że po kilku sesjach ostentacyjnie przestałem seplenić odgrywając kapłana. Aż w końcu ktoś z drużyny zapytał mnie, czemu już nie seplenię, na co ja z samozadowoleniem odparłem, że wydałem 100 expa na usunięcie swojej wady wymowy.

W ogóle ponoć strasznie się mądrzyłem na sesjach. Dzisiejszy ja-Mistrz Gry pewnie strzeliłby w tył głowy małego ja-gracza.

Go figure.

Co do wielkiego szczura - w pewnym momencie przygody spotkaliśmy Skavena (jak są nazywani szczuroludzie w Warhammerze), który, nie pamiętam dlaczego, zaczął z nami podróżować. Mój kapłan bardzo się z nim zaprzyjaźnił.

Większość gra w RPGi, by posmakować tak zwanego "power fantasy". Nie ja. Już od dzieciaka miałem słabość do odgrywania słabych i niedołężnych ludzi, z większą ilością wad, niż zalet i wąsko wyspecjalizowanych. Co widać już po mojej pierwszej postaci.

Starym, niedołężnym i kalekim kapłanem boga śmierci.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz